czwartek, 25 grudnia 2014

Święta

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia,
chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze.
Abyście byli każdego dnia szczęśliwi, 
Aby w Waszym życiu było jak najwięcej dobrych momentów, a jak najmniej tych złych.
Oby Nowy Rok przyniósł Wam pomyślność,
Niech będzie lepszy niż 2014, ale gorszy niż 2016
Dużo szczęścia i słodyczy życzą 
Swan'owie
Cullen'owie
 i ja - Elena Katherine Gilbert Pirce



P.S Informuje, że nowy rozdział pojawi się już w sobotę !!! 

sobota, 6 grudnia 2014

Mam dwa latka !

Dokładnie tydzień temu mój Blog skończył dwa latka !

Taka gapa ze mnie, że zapomniałam o rocznicy założenia ;c ale mam dobre usprawiedliwienie! Ponieważ musiałam się przygotowywać do egzaminów próbnych :)
Mam nadzieje, że wybaczycie mi tę gafę z mojej strony :)

I taki dostałam prezent od Was na rocznicę ! Dzięki wam mój blog, moja historia ma już 50 000tys. wejść!
Bez Was nie byłoby tej historii!  To właśnie Wy swoimi komentarzami dajecie mi siłę do pisania, kolejnych rozdziałów tej historii :)
Dziękuje! :) <3

Kocham Was !

Elena Katherine Gilbert Pirce ;*



Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołaja !

Witam, witam, witam !,
po tak długiej nieobecności :)

Chciałabym wam złożyć serdeczne życzenia z okazji 6 grudnia :)
Chyba wszyscy byliśmy grzeczni i Mikołaj o Nas nie zapomniał ;)

Pochwalcie się co tam Wam Mikołaj sprezentował ?


Chciałam Wam też powiedzieć, że żyję i moim prezentem dla Was będzie kolejny rozdział historii, który ukażę się już w przyszłą sobotę  (przepraszam, że dopiero wtedy, ale wcześniej się nie wyrobie, mam nadzieje, że to zrozumiecie) :)
Jedyne czego mi trzeba to waszych komentarzy na zachętę!

Lovki <3

Elena Katherine Gilbert Pirce ;*



środa, 20 sierpnia 2014

Nominacja :)


Nominacje otrzymałam od: lilka24 z bloga (http://mystery-of-bella-and-anyone.blogspot.com/)



Bardzo za tę nominacje dziękuje :)



Pytania:
1. Czy to twój pierwszy blog?

    Tak to jest mój pierwszy jaki założyłam, aczkolwiek prowadzę jeszcze jeden 

2. Do której klasy idziesz po wakacjach?

    Po wakacjach idę do 3 klasy gimnazjum 

3. Masz rodzeństwo?

    Mam


4. Ulubiona słodycz?
    Ciasto mojej babci <3 


5. Ulubiony zespół/ wokalista/wokalistka?
   Mój ulubiony zespół to Aerosmith 

6. Z czego czerpiesz inspirację?

   Z książek które czytam, z muzyki, z własnych doświadczeń... 

7. Ulubione danie?

    Spaghetti i knedle <3 
 8. Czego nie lubisz w szkole?
    Tego, że trzeba rano wstawać. Sen to mój najlepszy przyjaciel.

9. Jaki jest twój ideał chłopaka?

    Nie mam jako takiego ideału, ale spróbujecie sobie wyobrazić połączenie:
   - Daniela Radcliffe
   - Paula Wesleya 
   - Iana Somerhalder'a 
   - Jamie'go Campbell'a Bower'a 
   - Bena Barnes'a 
   - Johnny'ego Deppa 
   I nie chodzi tu o wygląd (no o wygląd trochę też), ale o ich charakter, zachowanie, role jakie odgrywają

10. Ulubiony miesiąc?
      Styczeń

11. Ulubiona pora roku?

      Jesień 

12. Ulubiony sport?

      Siatkówka 


Jeszcze raz dziękuje za nominacje ;) 

Niestety ja nikogo nie nominuje 

Pozdrawiam ;) 
Elena Katherine Gilbert Pirce ;* 

wtorek, 19 sierpnia 2014

43. "Musicie nam pomóc..."

  Dziewczyna opierała się plecami o ścianę i podpierała się o nią  jedną nogą, a ręce miała splecione na piersi.
Była wysoka, miała czerwone włosy i usta, kolczyk w wardze i nosie. Na  ramionach miała tatuaż.  Była bardzo ładna. Wyglądała tak jak, ja chciałam kiedyś wyglądać.
Patrzyła na mnie beznamiętnym wzrokiem, jakby takie sceny widywała na co dzień. Puściłam bezwładne ciało chłopaka na ziemię, by mieć czym się bronić w razie ewentualnego ataku i odwróciłam się całkiem w jej stronę. Chłopak był nieprzytomny, ale żywy.
  Dziewczyna nadal stała w tej samej pozycji. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Założyłam ręce na piersi i  patrzyłam na nią oczami bez wyrazu.
- Kim jesteś?- zapytałam. Z westchnieniem odepchnęła się od ściany i zaczęła do mnie powoli podchodzić. Złowieszczy stukot obcasów jej botków, odbijał się echem od ścian.
- Kimś, kto pokaże Ci jak traktuje intruzów na swoim terytorium-  powiedziała i z tymi słowami rzuciła się na mnie.  Szybko zrobiłam unik, ale Dziewczyna była równie szybka. Teraz już nie miałam żadnych obiekcji co do tego, że była wampirem.
Wampirzyca uśmiechnęła się szyderczo i ponowiła atak, jednak nie wiedziała, że ma przed sobą doskonale wyszkolonego wojownika, szkolonego w samej Vollterze.
Ułamek sekundy później poczułam na przed ramieniu uścisk. Od razu zareagowałam i posłałam dziewczynę na ścianę zaraz obok nieprzytomnego chłopaka. Ta jednak się  nie poddawała i już chwilę potem była przy mnie. Podcięła mi nogi, a kiedy upadłam kopniakiem posłała mnie parę metrów dalej. Postanowiłam użyć na niej daru.  Słyszałam jej szybkie kroki w moją stronę, więc szybko poderwałam się na nogi. Skupiłam całą swoją energię. Wszystkie emocje, wszystkie odczucia które kłębiły się we mnie i wokół mnie.
Po kilku sekundach, zaczęłam czuć mrowienie w rękach. Mrowienie narastało. Moment kulminacyjny nastał kiedy wampirzyca wymierzyła pięść w moją stronę. W ułamku sekundy złapałam jej rękę, tym samym wywołując zdziwienie na jej twarzy i uwolnienie mojej mocy.
Wampirzyca krzyknęła i padła na ziemię, wijąc się w konwulsjach. Puściłam ją, żeby w następnej chwili chwycić ją za gardło i przyszpilić do ściany.
Moja  moc powoli ze mnie uchodziła, w miarę jak się uspokajałam.
Dziewczyna przestała się krzywić i zaczęła brać serię płytkich oddechów. Próbowała się wyrwać, ale ja byłam silniejsza.
- Teraz odpowiesz mi na moja pytanie.? Kim jesteś?!- zapytałam przez zęby, a moje oczy rzucały iskry w jej stronę.
- Mieli racje. Jesteś dobrym wojownikiem.
- Kto miał racje? O czym ty mówisz?- zapytałam zdezorientowana, mocniej przyciskając ją do ściany. Wampirzyca zaczęła jeszcze bardziej się rzucać, ale to nie stanowiło dla mnie problemu. Wiedziałam, że jestem od niej starsza i silniejsza.
- Obserwujemy Cię już od dłuższego czasu. Ciebie i twoją rodzinę- powiedziała- Wiemy, że Wy możecie nam pomóc.
- Jacy My? Jaka pomoc?! O co Ci chodzi?!- zapytałam już totalnie nie rozumiejąc o co jej chodzi.
- Jestem Erica- sapnęła- Prawa ręka Przywódcy wampirzych rebeliantów, chcących obalić rządy Vollturich- nie no, tego to ja się nie spodziewałam. Patrzyłam na nią wielkimi oczami, nie wiedząc co powiedzieć.
Widziałam, jak na jej twarz wstępuje wyraz triumfu i uśmiech.
- Jeśli mnie puścisz, opowiem Ci wszystko co chcesz wiedzieć. Na pewno masz pytania- zaczęła chytrze, ale ja nie dam się przechytrzyć takiej małolacie. Momentalnie wzmocniłam uścisk, na jej gardle.
- Co to, to nie- syknęłam- Zrobimy to na moich zasadach- powiedziałam. Szybko ją puściłam i chwyciłam za ramię, uwalniając trochę mocy, by nie mogła mi się wyrwać, podczas naszej krótkiej podróży. Spojrzała na mnie zdziwiona i jakby oburzona.
- To ze względów bezpieczeństwa- powiedziałam słodko i po chwili byłyśmy w drodze do naszego domu.



***

Miałam szczęście, że jest tak wcześnie.
Nikt nie wiedział jak prowadzę Erice, nikt nie zadawał zbędnych pytań.
Jedynym problemem jest to, że moje rodzeństwo będzie na maksa wkurzone. Tak się cieszyliśmy na wspólne NORMALNE wakacje, a tym czasem mamy kolejną przeszkodę na naszej drodze.
Czy to zawsze JA muszę mieć takiego cholernego pecha? Czemu to się nie uczepi nikogo innego? Powinnam mieć na czole napisane "Nie podchodzić! Stwarza zagrożenie dla siebie i osób w jej otoczeniu".
- Nie będziemy się odzywać, przez całą drogę?- zapytała
- Nie mam Ci już nic do powiedzenia- odparłam szorstko- Pogadamy jak tylko dojdziemy do domu- westchnęła i przewróciła oczami, ale nie odzywała się całą dalszą drogę.

Szłyśmy jeszcze kilka minut.
Słońce zaczęło wschodzić i rzucać pierwsze promienie na ulice i chodniki. Musiałam przyspieszyć kroku, żeby nikt nas nie zauważył.
- Spokojnie sprinterko- zaśmiała się Erica, kiedy przekraczałyśmy próg domu- W tej części miasta, nie wstaje się szybciej niż przed 10 - Cóż, mnie do śmiechu nie było. Wytężyłam słuch, by zlokalizować resztę członków mojej rodzinki. W domu ich nie słyszałam, ale dochodziły mnie głosy z patio, z którego wychodziło się na plaże.
Nie chcąc tracić czasu, przeszłam do części jadalnej ciągnąc za sobą, znudzoną Erice. Szarpnęłam za krzesło, które stało przy stole i pchnęłam na nie wampirzycę
- Innych gości też tak traktujesz?- zapytała sarkastycznie. Nie miałam ochoty tego komentować, więc tylko posłałam jej zniesmaczone spojrzenie. Odwróciłam się w stronę drzwi, by zawołać resztę towarzystwa.
- Czy możecie tu na chwilę przyjść?- nie musiałam wołać. I tak mnie usłyszeli. Po chwili usłyszałam zbliżające się krok i śmiechy. Spojrzałam na Erice. Siedziała z założonymi na piersi rękami założyła nogę na nogę, a wzrok miała kpiący.
- Aż taka ciekawa jestem, że się tak na mnie patrzysz?- zapytała, wykrzywiając usta w uśmieszku.
- Widzę, że skromność to twoje drugie imię.
- Pracuje nad tym- odparowała. Pod względem zachowania, i ciętego języka bardzo przypominała mi Nathalie. Właśnie... moja Nath. Już dawno nie miałam od niej wieści. Mam nadzieje, że nic się jej nie stało. Chociaż, nie wiem czemu się martwię. Nathalie to twarda sztuka i nie da sobie w kasze dmuchać...
Moje rozmyślenia przerwało nadejście mojego rodzeństwa. Odwróciłam się w ich stronę w chwili, w której oni zatrzymali się wlepiając wzrok w naszego porannego gościa.  Ich zdziwienie i dezorientacja trwały ułamek sekundy.
- Kto to jest?!- zaczęła Olivia. Wszyscy przeszywali Erice wzrokiem, a ona nic sobie z tego nie robiła.
- To jest Erica- powiedziałam, wskazując na nią ręką. Uśmiechnęła się i pomachała do nich palcami. Moje rodzeństwo jednak, ani na chwilę nie spuszczali jej z oczu.
- Mam lepsze pytanie: Co Ona tu robi?!- odezwał się Chad. Otwierałam już usta, żeby wyjaśnić o co chodzi, ale nasz przemiły gość mnie uprzedził. 
- Jestem tu, bo tylko wy możecie Nam pomóc- odparła z krzywym uśmieszkiem.
- Jakim: Nam?- wtrąciła zniecierpliwiona Destiny
Erica teatralnie przewróciła oczami. Poprawiła się na krześle, założyła nogę na nogę i zaczęła mówić.
- Więc tak- odchrząknęła- Jestem Erica. Prawa ręka Przywódcy wampirzych rebeliantów. Nasz klan powstał, by obalić Vollturich...
- Wow, moment, czekaj, czekaj.... Jak to: Obalić Vollturich?- zaczął Chad
- Normalnie. Każdy normalny wampir ma dość rządów, tych arystokratycznych pijawek. Przez nich straciłam cało rodzinę. Wiele wampirów przed nimi ucieka. Wy powinniście coś o tym wiedzieć- przejechała wzrokiem po każdym z nas. Nikt z nas nie wiedział za bardzo co ma powiedzieć. Skąd ona tyle o nas wie?
- Dogadaliśmy się z Vollturi. Dali nam spokój- powiedziała twardo Dess. Erica prychnęła.
- I Ty serio w to wierzysz?- twarde spojrzenie Destiny nie było już takie pewne. Erica wlepiała w nią swój krwistoczerwony wzrok- Tak myślałam. Vollturi, nigdy nie zostawiają nikogo od tak. A my, nasz klan zamierza położyć kres ich rządom!
- Może zacznij po kolei- zaproponował Ksawery. Postanowiłam usiąść, bo nie wiedziałam ile jeszcze rewelacji zdołam utrzymać. Moje rodzeństwo poszło w moje ślady i usiedzi na krzesłach.
- A więc, kilkadziesiąt lat temu, żyliśmy sobie spokojnie z moimi rodzicami na obrzeżach Paryża. Mój "ojczym"był strażnikiem w Vollterze. Kiedy został wysłany na misję do Francji zakochał się w mojej matce. Śmiertelniczce.
Mój biologiczny ojciec zmarł kiedy tylko przyszłam na świat, zostawiając moją matkę i mnie same, zdane tylko na siebie.
 Kiedy matka poznała Christophera, miałam może ze 3 latka. Polubiłam go.
Co nie zmieniało faktu, że byłam człowiekiem, ale to nie robiło dla niego różnicy. Nie miał ochoty na moją krew.
Obiecał mojej matce, że do nas wróci, że nas nie zostawi, tylko musi coś załatwić. I załatwił. Postawił się dla Vollturich, odszedł z ich straży przybocznej i przyjechał do nas, do Francji. Już wcześniej, zanim wyjechał wyjawił mojej matce prawdę o sobie, kim na prawdę jest, ale jej to nie przeszkadzało...- wszyscy słuchaliśmy jej opowieści. Nikt jej nie przerywał. Wydawała się taka szczęśliwa kiedy o tym mówiła. Wzrok miała mglisty, a na jej ustach widać było uśmiech, ale nie krzywy czy złośliwy, ale szczery, taki prosto z serca-... Kochała go. I ja też go pokochałam. To on mnie wychował, traktował mnie jak swoją córkę, a ja jego jak ojca.
Około roku, kiedy już był z nami, przemienił moją matkę, kochał ją tak bardzo, że nie chciał spędzać bez niej reszty życia. Razem z nią postanowił, że przemieni mnie w moje siedemnaste urodziny. I tak też zrobił.
I tak kilka dni po mojej przemianie, kiedy siedziałam zamknięta w piwnicy, usłyszałam, szamotaninę na górze w domu. Słyszałam bardzo wyraźnie, głosy i krzyki, ale byłam zbyt przerażona i zdezorientowana, by cokolwiek zapamiętać. Kiedy nagle poczułam swąd spalenizny wiedziałam, że muszę uciekać. Więc wybiłam szybę w piwnicznym oknie i wyrwałam kraty, wydostałam się na zewnątrz i uciekłam kilkanaście metrów dalej. Kiedy patrzyłam na palący się dom wiedziałam, że zostałam sama. Wiedziałam, że już nigdy więcej nie zobaczę mamy, ani taty...- jej głos nagle stał się cichy, a oczy były puste. Bez wyrazu. Wiedziałam, że w tej chwili ma przed oczami te straszne obrazy. Bardzo jej współczułam- Zostałam bez niczego. Nie miałam ubrań, pieniędzy, nie miałam dokąd pójść. Zaczęłam kraść. Ubrania, pieniądze... Jedzenia nie musiałam- uśmiechnęła się drapieżnie- Kiedy w miarę stanęła na nogi, wyjechałam. Pojechałam do Nowego Orleanu. To tam zrobiłam sobie tatuaż, przefarbowałam włosy i zrobiłam kolczyki. Chciałam zacząć od nowa.
Pewnej nocy, kiedy przechodziłam jakąś ciemną uliczką, ktoś mnie zaczepił. Powiedział, że wie co mi się przytrafiło i że pewnie chcę się zemścić. Powiedział, że mi pomoże i że takich jak ja jest więcej. Powiedział, żebym się do niego przyłączyła, a pomoże mi pomścić rodziców i zemścić się. Tak właśnie poznałam Przywódcę. Dołączyłam do Klanu i zaczęłam pomagać, w poszukiwaniu wampirów w podobnej sytuacji- zakończyła swoją opowieść. Zamrugała kilka razy i spojrzała na nas.
- No cóż... twoja historia... to jak się przed nami otworzyłaś... Ale co MY mamy z tym wspólnego?- zapytał koślawo Chad.
- Och! Czy Ty nic nie rozumiesz?!- poderwała się z krzesła i zaczęła krążyć po pokoju, gestykulując- Jako jedyni byliście szkoleni przez samych Vollturich. Mieszkaliście tam, wiecie, jak walczą, znacie zamek! Tylko wy możecie nam pomóc. Vollturi was też mają na celowniku! Nim się obejrzycie skończycie na stosie razem z innymi!
Spojrzeliśmy po sobie. Erica zatrzymała się przed nami głęboko oddychając. Poniekąd miała racje jeśli Vollturi się kogoś uczepią to nie ma zmiłuj. Albo jesteś z nimi, albo śmierć. Cóż, osobiście jeśli miałabym wybór, to wybrałabym opcje numer dwa. Jeszcze raz wymieniliśmy spojrzenia.
- Musicie nam pomóc. W was nasza jedyna nadzieja.


-------------------------------------------------------------------------------------

Strasznie mi wstyd..... ;c
Nie mam słów by to opisać.
Przepraszam....

Pozdrawiam i przepraszam
Elena Katherine Gilbert Pirce

P.S Jak Wam się podoba nowa postać? Jej zdjęcie możecie naleźć w zakładce "Bohaterowie"

Rzucajcie jakieś komy :) Dziękuje

sobota, 7 czerwca 2014

42. Kłopoty

 Uwaga, uwaga!
Pojawi się ktoś nowy :))
 -----------------------------------------------------------------------

Kiedy nasz samolot wylądował, była późna noc.
I całe szczęście ponieważ mogliśmy uniknąć krępujących pytań, na temat "czemu się błyszczysz". Było by to trochę krępujące do wyjaśniania, ale mniejsza z tym.
Zabraliśmy swoje bagaże i poszliśmy do garażu gdzie miały czekać na nas wcześniej zamówione samochody. Weszliśmy na parking, ale nie czekał na nas nasz samochód.
- To chyba jakaś kpina!- żachnął się Chad- Czy nasz tatusiek urządza sobie jakieś żarty?- zapytał chodząc po parkingu w tę i z powrotem.
- Czekaj, zaraz do niego zadzwonię- powiedział Ksawery przykładając telefon do ucha.
- Powiedz mu, że jak wrócimy to mu nogi z...- nie dokończył, bo napotkał mroźne spojrzenia Destiny- ... no wiesz co masz powiedzieć!- krzyknął. Ksawery podniósł kciuk do góry, w geście zrozumienia.
- Nie będę tam szła na piechot- zaczęła piszczeć Olivia. Pokręciła się jeszcze trochę i usiadła na walizce. Wyjęła tablet i zaczęła szybko po nim stukać. Destiny wyjęła szkicownik i zaczęła rysować. Chad dalej łaził i gadał do siebie, a Ksawery rozmawiał przez telefon. Nie wiedziałam co mam robić, więc postanowiłam zadzwonić do Edwarda. Wiem, że taka rozmowa to głupi pomysł po naszej małej sprzeczce, ale muszę wiedzieć co u niego, czy dalej się na mnie gniewa. Szybko wydobyłam telefon z torby i wybrałam numer Edwarda. Odebrał po pierwszym sygnale:
- Halo?- kiedy usłyszałam jego ciepły głos zrobiło mi się gorąco.
- Cześć- zaczęłam niepewnie- Dalej jesteś na mnie zły?- zapytałam. Po drugiej stronie usłyszałam głębokie westchnienie.
-Bello, nawet gdybym chciał to nie potrafię się na Ciebie długo gniewać- odpowiedział, a mi jakby spadł kamień z serca.
- Na prawdę przepraszam, że nie mam dla Ciebie więcej czasu. Obiecuję, że kiedy wrócę to się ode mnie nie uwolnisz- zagroziłam.  Po drugiej stronie usłyszałam jego śmiech. Tak dobrze było go słyszeć. Wiedziałam, że już się na mnie nie gniewa.
- Trzymam Cię za słowo- powiedział wesoło- A wy już dolecieliście? Zadomowiliście się w domu?- zapytał.
- Ochhhhh... Dolecieliśmy, ale o zadomowieniu jak na razie nie ma mowy- westchnęłam.
- A co się stało?
- Nasz kochany tatuś obiecał nam zamówić samochód... ale oczywiście coś musiało mu wypaść i zapomniał o nas- westchnęłam.
-Nie martw się. Na pewno sobie o Was przypomni jak przyjdzie czas- zaśmiał się.
- No dziękuje Ci bardzo za takie pocieszenie- prychnęłam. W tym samym czasie podszedł do nas Ksawery- Muszę już kończyć, Ksawery dowiedział się co i jak. Kocham Cię
- Miłych wakacji. Ja Ciebie też- uśmiechnęłam się do siebie i poszłam do rodzeństwa.
- I co? Wiecie o co chodzi?- zapytałam.
- Powiedział, że jak na wampiry to jesteśmy wyjątkowo głupi...- zaczął Ksawery-... i kazał się odwrócić- natychmiast to zrobiliśmy, a z oddali dało się słyszeć ciche pomruki silnika i naszym oczom ukazał się piękny Maserati Cabrio. Szczęki nam opadły.
- Fiuuuu- gwizdnął Chad- Tatuś się postarał- zaśmiał się i poszedł oglądać auto. W tym samym czasie rozdzwonił się telefon Ksawerego. Odebrał go, a po chwili wszyscy usłyszeliśmy głos Jamesa.
- I co gówniarze- zaśmiał się- Tatuś nie pożałował
- Muszę przyznać, że całkiem nieźle Ci poszło- powiedziałam, wgapiając się w auto.
- Tatusiu! Kocham Cię- krzykną Chad sadowiąc się za kierownicą.
- Niech ktoś walnie za mnie tego debila- powiedział. Zaśmiałam się pod nosem- Dobra dzieciaki, ja już Wam nie będę przeszkadzał. Bawcie się dobrze, pijcie, ćpajcie róbcie co chcecie, bylebym się o tym nie dowiedział- zaśmiał się.  Boże, jakie on ma głupie pomysły. Ale i tak go wszyscy kochamy.
- Jezu James, czy Ty możesz się zachowywać jak normalny ojciec?- zapytała Destiny
- A co? Chcecie mieć w domu starego zgreda- zaśmiał się- Nie, nie ma takiej mowy. Muszę komuś uprzykrzać życie. A teraz przepraszam, ale mam randkę z piękną blondynką o imieniu Serena- oznajmił z dumą, po czym się rozłączył.
- Nie chcę wiedzieć, jak ta "randka" się skończy- powiedział z niesmakiem Ksawery, chowając telefon do kieszeni. Wszyscy wzdrygnęli się na samą myśl o tym.
- No to jak? Jedziemy?- zapytał Chad. Wrzuciliśmy walizki do bagażnika i z piskiem opon wyjechaliśmy z lotniskowego parkingu.
Siedzący z przodu Ksawery zapuścił muzykę i udaliśmy się do naszej wspaniałej wakacyjnej posiadłości. 


***

Tylko pół godziny zajęło nam znalezienie, naszego wakacyjnego domu.
Kiedy podjechaliśmy pod bramę, ochroniarz nas wylegitymował i otworzył bramę prowadzącą na sam podjazd.
Dom na żywo wyglądał jeszcze lepiej niż w internecie.
- Proszę o wysadzenie szanownych tyłków z samochodu i o zabranie swoich rzeczy- oznajmił Chad zatrzymując wóz. Przewróciłam oczami, ale i tak zrobiłam to co kazał zrobić. Wyciągnęłam swoją walizkę na kółkach i ruszyłam w stronę domu. Usłyszałam jeszcze jak Destiny każe Chadowi wydorośleć, co bądźmy szczerzy nigdy się nie zdarzy.
Nie chciałam przysłuchiwać się ich kłótni, więc weszłam do domu i aż oniemiałam.
W środku był jeszcze ładniejszy niż na zewnątrz.
Z drzwi wchodziło się od razu do salonu. Na lewo były schody prowadzące na piętro. Po prawej były kanapy, fotele, stolik do kawy, biblioteczka i oczywiście telewizor. Było też wyjście na naszą prywatną plażę. Na wprost od wejścia znajdowała się przestronna kuchnia połączona z jadalnią. Jakże praktycznie, ale nie dla nas. 
Postanowiłam skorzystać z okazji i wybrać sobie pokój. Wzięłam więc walizkę i schodami udałam się na piętro.
Znajdowało się tam pięć par drzwi. Otworzyłam pierwsze i okazały się to być drzwi do łazienki. Otworzyłam drugie i trafiłam na piękną sypialnię z widokiem na morze. Od razu mi się spodobała i postanowiłam nie zaglądać już do innych pokoi.
Weszłam, rzuciłam walizkę na łóżko. Podeszłam do drzwi balkonowych i z impetem je otworzyłam.
Uderzyło mnie chłodne, wilgotne morskie powietrze.
Był bardzo wczesny ranek, więc słońce jeszcze nie wyszło zza horyzontu. Postanowiłam więc, że pójdę na małe polowanie, bo od kilku dni nic nie jadłam.
Zostawiłam walizkę tak jak ją rzuciłam i wyszłam z pokoju.
Na dole usłyszałam rodzeństwo, więc pewnie się dogadali. Szybko do nich zeszłam
- Idę coś zjeść- oznajmiłam chwytając za klamkę.
- Czekaj!- powiedziała Olivia. Boże... a ta znów ma jakieś "ale". Niechętnie odwróciłam się do niej i założyłam ręce na piersi.
- Oj, już nie przesadzaj- popatrzyła na mnie krytycznie- Nie zajmę dużo twego cennego czasu- westchnęłam i opuściłam ręce. Z Olivią nie ma się co kłócić.
- Chciałam tylko powiedzieć, żebyś na siebie uważała, bo niedługo świta..., a po drugie to, że wieczorem idziemy gdzieś potańczyć, zaszaleć, upić się i takie tam- powiedziała jakby od niechcenia. Wszyscy patrzyliśmy na Livie i słowa nie mogliśmy wykrztusić- No co? James powiedział, że mamy korzystać z życia.
- Nie no siostra- zaśmiał się Chad- Ja Cię nie poznaję- powiedział  i poczochrał jej włosy za co dostał po łapach.
- Czy to wszystko? Mogę już iść?- zapytałam z nadzieją
- Idź, ale wracaj do Nas szybko- powiedział Ksawery. Odetchnęłam z ulgą i wyszłam zostawiając ich samych. Niech się dzieciaki sobą nacieszą.


Idąc ulicami, nie spotkałam praktycznie nikogo. Tylko parę osób. Czyżby nici z mojego śniadania?
Kiedy tak szłam z nadzieją, że wreszcie mi się poszczęści, napisałam sms-a do Edwarda:


Już się zadomowiłam :) 
Muszę przyznać, że James na prawdę się postarał. 
Jestem teraz na polowaniu, ale nie znalazłam nikogo godnego uwagi. 
Wiem, że nie pochwalasz mojej diety, ale niestety musisz się przyzwyczaić ;)

Kocham. Bella :* 


Kiedy kliknęłam wyślij, zauważyłam biegnącego w moją stronę chłopaka.  Szłam właśnie plażą, na której nie było żywej duszy, więc uznałam, że to idealny moment. 
Włączyłam swój instynkt myśliwego. 
Niby nieśmiało pomachałam to wysokiego, dobrze zbudowanego, ciemnowłosego chłopaka. Uśmiechną się do mnie i zatrzymał obok mnie jednocześnie wyciągając z uszu słuchawki
- Cześć- uśmiechną się- Jestem Trey- podał mi rękę, a ja uścisnęłam ją śmiało.'
- Witaj. Bella- uśmiechnęłam się słodko, a on, aż się rozpływał. 
- Co robisz tutaj sama tak wcześnie?- zapytał
- Podziwiam widoki, rozmyślam, upajam się szumem fal. A ty co tutaj robisz?
- Biegam- o tak bardzo inteligentnie. 
- Trenujesz coś?
- Lekkoatletykę. Biegam- odpowiedział dumnie
- Ja też trenuję biegi- zaśmiałam się. Achhh... nie ma to jak gadać ze swoim jedzeniem.
- Na prawdę?
- Tak. Jeśli chcesz, możesz iść ze mną. Przebiorę się i razem pobiegamy. Co ty na to?- zapytałam. Wiedziałam, że nie będzie mógł mi się oprzeć. 
- Dobra- odpowiedział ochoczo. Udaliśmy się razem do wyjścia z plaży. Był to krótki tunel. Nad nami była droga. Trey był przystojny nie mogę zaprzeczyć, ale ja byłam głodna, a w pobliżu nie było nikogo innego. 
Kiedy weszliśmy do tunelu złapałam go za łokieć i pchnęłam na ścianę. Był zbyt oszołomiony, a ja skorzystałam z okazji i wpiłam się w jego szyję. Poczułam w ustach słodki smak mojego życiodajnego nektaru. 
- No proszę- usłyszałam za sobą wdzięczny dziewczęcy głos. Szybko oderwałam się od chłopaka i odwróciłam za siebie. Zobaczyłam dziewczynę- Widać, że nie tylko ja się tu tak odżywiam- posłała mi krzywy uśmiech i spojrzenie spod długich rzęs. 
Chyba będą kłopoty...



-------------------------------------------------------------------------------


Nie mam słów, żeby przeprosić Was za tak długą nieobecność.
Mam nadzieje, że mnie nie znienawidziliście. 
Notka jest dla Was. 
Kolejna już się piszę, bo teraz mam już więcej czasu. 

Jak myślicie, jakie problemy będą z naszą nową bohaterką.? 

Jak tam wasz koniec roku?
Macie plany wakacyjne?
Jak wasze ocenki na koniec?

Piszcie co się u Was dzieje :)

Pozdrawiam :) 
Elena Katherine Gilbert Pirce ;* 

wtorek, 13 maja 2014

Mam nadzieję, że zrozumiecie...

W związku ze zbliżającymi się egzaminami próbnymi klas II gimnazjum Notka nie pojawi się do końca miesiąca. 
Życzcie mi powodzenia ;)
 (szczególnie na chemii i niemieckim, bo coś czuję, że to zawalę ;( ) 
Jeszcze raz serdecznie przepraszam. 

Czy ktoś z Was też piszę próbny?
Przed, którym się najbardziej stresujecie?