poniedziałek, 21 kwietnia 2014

A, w te Święta życzę Wam...


 Życzenia!





Życzenia ciepłe jak tchnienie wiosny,
składam wszystkim w ten czas radosny.
Niech wszystkie troski będą daleko,
a dobro płynie szeroką rzeką.
 Obfitych Łask i Błogosławieństw
od Chrystusa Zmartwychwstałego
oraz pełnych pokoju Świąt Wielkanocnych
z radosnym "Alleluja"
Życzą:

Rodzina Swan
Rodzina Cullen
Nathalie Waters (Ś.P)
Damon Salvatore
Elena Gilbert 
Stefan Salvatore 
Vollturi
Elena Katherine Gilbert Pirce 


Pogodnych Świąt Wielkiej Nocy! ;) 


sobota, 22 lutego 2014

41. "To jedźcie na wakacje"

 Przepraszam za tak długą nieobecność :(
Oto i notka dla was.!
-----------------------------------------------------------------


- Aro nie robił żadnych problemów, kiedy prosiłaś go o powrót?- zapytała Serena kiedy wnosiłyśmy bagaże na piętro.
- O dziwo, nic nie powiedział- wzruszyłam ramionami- Tak jakby spodziewał się, że do niego przyjdę- Serena miała zamyśloną minę. Tak jakby nie dowierzała, że Aro od tak się zgodził.
- To nie jest podobne do mojego brata- powiedziała, stawiając walizkę w przedpokoju na piętrze.
- A może, na stare lata stał się dobroduszny?- zapytał James z uśmiechem, niosąc kilka walizek na raz tak, że nie było go widać.  Zatrzymał się koło Sereny i dał jej całusa w policzek. Jak miło tak na nich popatrzeć.
- Proszę Cię- żachnęła się- W takie cuda to ja nie wierzę- uśmiechnęła się i zabrała mu kilka walizek. Fajnie było popatrzeć na tak kochające się małżeństwo. Stare dobre małżeństwo- zaśmiałam się w duchu. Odwróciłam się z zamiarem zejścia na dół do garażu, by pomóc dziewczyną z ich bagażem (bo chłopcy zabrali się za podłączanie swoje kochanej konsoli), gdy nagle coś mi się przypomniało.
- Serena!- zawołałam i pędem zawróciłam ze schodów i pobiegłam do ich sypialni. Wbiegłam do pokoju bez pukania i zastałam Jamesa i Serenę złączonych w namiętnym pocałunku. Stanęłam i zasłoniłam oczy- Może byście zaczekali, aż dzieci pójdą spać?- zapytałam zaglądając przez palce. Zauważyłam, że niechętnie odrywają się od siebie.
- A może by dziecko raczyło pukać?- zapytał James z uśmiechem, przyciągając w talii roześmianą Serenę. Zabrałam rękę z oczu i przewróciłam nimi.
- Co chciałaś powiedzieć?- zapytała z uśmiechem Serena.
- Pytałaś się czy Aro, niczego od nas nie oczekiwał, kiedy prosiłam go o powrót- powiedziałam, a jej uśmiech momentalnie zniknął- No właśnie oczekiwał...
- Co dokładnie powiedział?- zapytała z lekko wyczuwalną nutą strachu w głosie, wyplątała się z uścisku Jamesa i podeszła do mnie, patrząc mi w oczy.
- Powiedział dokładnie: "Chcę mieć waszą lojalność i pewność, że wrócicie, kiedy będziemy tego potrzebować..., a będę Was potrzebował już niedługo."- wyrecytowałam z pamięci. Serena zaczęła wpadać w gniew. Było to widać w jej oczach. 
- Wiedziałam!- wybuchła, aż James podskoczył- Po prostu wiedziałam- zaczęła chodzić nerwowo po pokoju- On nam nigdy nie odpuści. Nigdy się od nich nie uwolnimy. Już zawsze będziemy na ich łasce, aż w końcu przez nich zginiemy!- Serena ostro się wkurzyła. Poczułam za sobą lekki podmuch powietrza, odwróciłam się i zobaczyłam moje rodzeństwo, wchodzące do pokoju. Podeszli cicho i stanęli obok mnie, James dołączył do nas po chwili i wszyscy w ciszy obserwowaliśmy Serenę. Po chwili zatrzymała się przed nami i przejechała dłońmi po twarzy. 
- Nie chcę dla was takiego życia... Nie zasługujecie na to- głos jej się załamał i spuściła głowę. Zrobiło mi się jej tak strasznie żal. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zobaczyłam jak Olivia do niej podchodzi i mocno ją przytula. 
- Mamo, nie gadaj takich głupot- powiedziała płaczliwym głosem- Gdyby nie ty i James pewnie byłabym teraz dziką bestią zabijającą niewinnych ludzi- powiedziała jeszcze mocniej się w nią wtulając. Teraz podeszła do niej Destiny. 
- Gdybyście nie znaleźli mnie w tym lesie pewnie wykrwawiłabym się na śmierć- powiedziała patrząc na Serenę- Mogliście mnie zostawić, jako nowo narodzoną, a wy przyjęliście mnie pod swój dach. Nigdy nie zdołam wam się odwdzięczyć i gdybym miała oddać za was życie zrobiłabym to bez wahania- powiedziała. Serena patrzyła na nią oszołomiona.
- Gdybyś nie znalazła mnie wtedy w mieście i wyszkoliła mnie, w byciu wampirem, a potem przyjęła pod swoje skrzydła, Vollturi pewnie dopadli by mnie i zabili prędzej czy później- powiedział cicho Ksawery podchodząc do Sereny i starając się ją przytulić. Nigdy nie był specjalnie wylewny, zaskoczyło mnie to. 
- Znalazłaś mnie ledwo żywego, przy drodze prowadzącej do Volltery. Ktoś wbił mi nóż w brzuch i porzucił przy drodze. Mogłaś wtedy przejść obojętnie obok mnie, lub się mną pożywić, a ty bez zastanowienia przemieniłaś mnie i wychowałaś, nigdy Ci się za to nie odwdzięczę- powiedział Chad i podszedł do grupowego uścisku. Teraz ja powinnam coś powiedzieć. 
- Moja matka zmarła przy moim porodzie- szepnęłam- Byłam nieślubnym dzieckiem, a w tamtych czasach była to wielka hańba dla rodziny, więc musiała uciec. Przyjęłaś ją do siebie. Byłyście przyjaciółkami. Odebrałaś jej poród, a potem zorganizowałaś pogrzeb. Nawet nie pamiętam matki, bo byłam noworodkiem. Mogłaś mnie wtedy oddać do sierocińca, a ty nie patrząc na nikogo przygarnęłaś mnie i wychowałaś jak swoją córkę- głos mi się załamał. Wszyscy na mnie patrzyli, a ja dalej mówiłam- Kiedy zachorowałam na śmiertelną chorobę, zabrałaś mnie ze szpitala i przemieniłaś- powiedziałam i podeszłam do niej. Patrzyła na mnie, a jej oczy były niewyobrażalnie suche. Przytuliłam ją- Mamo proszę nie płacz, bo taka jest prawda, to co zrobiłaś dla każdego z nas...- zrobiłam pauzę-...My nigdy Ci się za to nie odwdzięczymy i jeśli ktoś będzie chciał Cie skrzywdzić, będzie musiał nas zabić- powiedziałam i objęłam dziewczyny. Staliśmy tak chwilę, aż odezwała się jeszcze jedna osoba.
- Uratowałaś mi życie, kiedy prosiłem Aro o śmierć- zaczął James-  Moją miłość zabili nowo narodzeni, a ja przybyłem by prosić o śmierć, byłem zdruzgotany, cały świat mi się zawalił i wtedy pojawiłaś się Ty- spojrzał na nią z czułością- Zabroniłaś wykonania wyroku, zabrałaś mnie stamtąd. Później spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, wiele rozmawialiśmy, aż sprawiłaś, że zapomniałem o Melody i pokochałem Ciebie- uśmiechną się z czułością- Wypełniłaś pustkę w moim martwym sercu, nie było już żalu i bólu, tylko Ty- podszedł do nas- A potem pojawiały się dzieciaki i w końcu poczułem, że to jest moje miejsce, że nie chce być nigdzie indziej tylko z wami- To co powiedział okropnie mnie wzruszyło, było takie piękne i szczere. 
   Staliśmy tak chwilę. Napawając się swoją bliskością. Czułam się tak dobrze. Kocham ich. Nie mogłabym żyć gdyby coś się stało jednemu z nich. 
- Nie wiem co mam powiedzieć- powiedziała piskliwym głosem Serena
- Po prostu nigdy nie mów, że żałujesz, bo przysięgam chociaż jesteś moją matką to skopie ci tyłek- powiedział Chad. I wtedy czar prysł. Oderwaliśmy się od siebie, a każdy z nas miał na twarzy uśmiech.
- Boże! Jak ja nienawidzę tej pogody! Ciągle tylko pada!- zbulwersowała się Livia. Patrzyła na okno, za którym właśnie zaczęło padać- Jak ja bym chciała, chociaż raz pójść na plażę, leżeć na piasku, w słońcu, bez obawy, że ktoś mnie zobaczy- powiedziała. W sumie to w tej kwestii przyznam jej racje. Też mam na to ochotę, ale jak tylko wyjdę na słońce to świecę się jak kula dyskotekowa, a to raczej nie jest niezauważalne. 
- To jedźcie na wakacje- zaproponował James. Wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na przygłupa. 
- Tatuśku mózg Ci się przegrzał w tej Francji?- zapytał Chad- Jeśli wyjdę na słońce będę wyglądał jak uliczna latarnia nocą- skwitował to kpiącym uśmiechem. 
- To wykupcie domek z prywatną plażą- powiedział do nas wolno jak do jakiś niedorozwojów- Tatuś kasy nie pożałuje- Zdążyłam zobaczyć jak coś rudego rzuca się na szyje Jamesa
- Dzięki, dzięki, dzięki!- pisnęła Olivia a, James zaczął się śmiać- Nareszcie nie będę oglądać deszczu!- pisnęła i oderwała się od Jamesa. Chwyciła Dess i Serenę za ręce i pociągnęła do wyjścia- Chodźcie pomożecie mi wybrać oferty- i tyle je widzieliśmy. 
- Idę pogrzebać, w samochodzie- westchnął Ksawery- Zanim Olivia skończy i zagoni mnie do pakowania to skorzystam z tego czasu i zajmę się moją dziecinką- powiedział i ulotnił się. 
- Ja niestety muszę iść już do kancelarii- westchnął z rezygnacją James i założył marynarkę- Bądźcie grzeczni- uśmiechną się i wyszedł. 
- To ja idę oglądać, mecz- zagadnął Chad- Dzisiaj siatkówka Polska- Anglia- powiedział podniecony?- Polska i tak wygra. Są  najlepsi- powiedział i wyszedł. Ja natomiast poszłam do swojego pokoju i zaniosłam tam resztę moich rzeczy. 
   Po skończonym rozpakowywaniu postanowiłam odwiedzić Cullenów. Zgarnęłam z biurka telefon i zbiegłam na dół. 
- Idę do Edwarda- krzyknęłam, chociaż było to niepotrzebne. Już miałam wychodzić, kiedy usłyszałam swoje imię.
- Isa, chodź na chwilę- zawołał z salonu Chad. Zawróciłam i weszłam do dużego jasnego pomieszczenia. Chad wyciszył telewizor i poklepał miejsce obok siebie, żebym obok niego usiadła. Zrobiłam to o co mnie prosił. 
- Musimy poważnie pogadać- zaczął patrząc mi w oczy. Wystraszyłam się, bo Chad nigdy nie gadał do mnie takim tonem- Jeśli wychodzisz na spotkanie z Edwardem, nie zapomnij o tym- powiedział, a w jego dłoni pojawiły się...prezerwatywy?! Wiedziałam! Ten debil zawsze musi coś wymyślić! 
- Czy Ciebie do reszty pogięło?- zapytałam i zrzuciłam go z kanapy, a ten zaczął się histerycznie śmieć. Wstałam i ruszyłam do wyjścia. 
- Ej, ja się tylko o Ciebie martwię!- usłyszałam za sobą- Serena i James są za młodzi by zostać dziadkami!- krzyknął pomiędzy napadami śmiechu- puściłam jego tekst mimo uszu. Kiedy byłam już na dworze poczułam na twarzy lekką mżawkę. 
- Bello tylko nie wróć zbyt późno, bo musisz się spakować, a jak nie to ja zrobię to Ciebie- zagroziła Olivia stojąca na balkonie- Jedziemy na Majorkę!- pisnęła i podskoczyła. Zaśmiałam się i wbiegłam w las. Doskonale znałam drogę do domu Cullenów. Drzewa wymijałam instynktownie podobnie jak wszelkie inne przeszkody. 
Nagle zderzyłam się z czymś. Co mi sie przecież nigdy nie zdarza. Odrzuciło mnie na parę metrów w tył. Szybko poderwałam się na nogi, by w razie czego móc się bronić. Jednak okazało się to zbyteczne. Przede mną stał Edward, otrzepując ubranie z liści. 
- Widać wpadliśmy na ten sam pomysł- zaśmiałam się podchodzą do niego i całując czule. 
- Najwidoczniej- uśmiechną się i ponowił pocałunek. Było mi tak dobrze. Mogłabym tak stać i stać. 
Edward po kilkunastu minutach oderwał się ode mnie i przyjrzał mi się. 
- Nie chcesz mi czegoś powiedzieć?- zapytał z szelmowskim uśmiechem. 
- Skąd w.... Alice- no tak nasza mała wróżbitka musiała się wygadać. Edward uśmiechną się z bólem. 
- Znów ode mnie uciekasz- powiedział smutnym głosem, patrząc w ziemię. O czym on gada? 
- O czym ty mówisz?- zapytałam. 
- Nie udawaj. Ciągle ode mnie uciekasz- szepnął. Nie no, teraz to całkiem zbił mnie z tropu. 
- Kochanie, możesz jaśniej?
- Najpierw, uciekłaś do Nowego Jorku, potem do Volltery, a teraz znów wyjeżdżasz- wyrzucił z siebie. Zatkało mnie- I to niby nie jest uciekanie?- zapytał, już patrząc mi w oczy- Ej, no to są już jakieś żarty, nie dam tak po sobie jeździć. 
- Przepraszam, ale chciałabym Ci przypomnieć, że mój wyjazd do Nowego Jorku był spowodowany, twoją Denalską kuzyneczką, co spowodowało późniejszy wyjazd do Włoch- odpaliłam. Patrzył na mnie oczami wielkimi ze zdziwienia. HaHa...Ale ja jeszcze nie skończyłam- Teraz masz do mnie pretensje, że chcę jechać na wakacje z rodzeństwem- otwierał usta żeby coś powiedzieć, ale nie dałam sobie przerwać- Zastanów się, robisz mi aferę o byle co, o coś co nie ma znaczenia- było mi tak jakoś lepiej, kiedy to powiedziałam- To, że jesteśmy razem, nie oznacza, że jestem twoją własnością- powiedziałam i uciekłam do domu, zostawiając oniemiałego Edwarda w środku lasu. Zdenerwowałam się... Ale z drugiej strony, mogłam tak nie wybuchać.
   Kiedy dotarłam na nasze podwórko, wyjęłam telefon i napisałam sms-a do Edwarda

Przepraszam, za moją reakcje. 
Powinnam była wysłuchać Cię do końca. 
Porozmawiamy kiedy wrócę. 
Kocham Cię
B. 

Głupio mi tak esemesować, ale na prawdę nie mam ochoty na kolejną konfrontacje i nie daj Boże kłótnię. 
Bez słowa weszłam do domu i poszłam do pokoju żeby się spakować. Nie zajmie mi to specjalnie dużo czasu, bo jedziemy tylko na dwa tygodnie, a letnie ciuchy pakuje się szybko. 

Kiedy zamykałam walizkę do mojego pokoju weszła Olivia niosąc swój tablet. 
- Chciałam Ci pokazać w jakich warunkach będziemy mieszkać- powiedziała i podała mi tablet. Wzięłam go do rąk i zobaczyłam gdzie to się wybieramy. 
- Podoba mi się- powiedziałam oddając jej urządzenie.
- Za domem mamy basen, a przed domem ocean!- pisnęła- Czy to nie cudowne?! I mamy prywatną plaże! Nikt nie będzie nas widział!- zaśmiała się, a ja jej zawtórowałam. Pierwszy raz widziałam ją taką radosną i to nie z powodu kupna jakiejś kiecki- Widzę, że już się spakowałaś. Świetnie. Zanieś walizkę do Volvo Sereny, bo ma największy bagażnik- powiedziała i wyszła, a ja zrobiłam to o co mnie prosiła. W samochodzie były już walizki wszystkich plus piłka do siatkówki. 
   W salonie zastałam całą rodzinkę w komplecie. 
- Chodź do nas Bello- zawołał James. Weszłam do pokoju i usiadłam na kanapie zarzucając nogi na Ksawerego i Chada. Spojrzeli na mnie kpiąco.
- Czy tobie nie jest za wygodnie?- zapytał Ksawery. 
- Mogłoby być lepiej- powiedziałam i skopałam z kanapy Chada- Teraz jest idealnie- westchnęłam- wszyscy zaczęli się śmiać, a Chad popatrzył na mnie z chęcią mordu- Też Cie kocham braciszku- powiedziałam i posłałam mu buziaka. Ten szybko poderwał się z ziemi i ściągnął mnie z łóżka. Pisnęłam i potoczyliśmy się kawałek. Chad usiadł na mnie okrakiem i przytrzymał moje ręce na wysokości głowy tak, że nie mogłam się ruszyć.
- I co teraz powiesz mała?- zapytał i zaczął spuszczać na mnie ślinę/jad. Jak ja tego nienawidzę. Wiedziałam, że nie mogę się ruszyć, bo to ohydztwo szybciej znajdzie się na mojej twarzy. Kiedy ciecz była już milimetr od mojej twarzy do pokoju weszła Olivia i przerwała nam nasze zabawy. 
- Przestańcie robić z siebie debili- zawołała i zabrała ze mnie Chada- Musimy już jechać jeśli chcemy zdążyć na samolot- powiedziała biorąc Ksawerego za rękę. Wstałam z podłogi, zgarnęłam do torebki telefon, portfel, słuchawki i takie tam i poszłam przed dom tam gdzie byli wszyscy. Kiedy wychodziłam, Dess właśnie kończyła ściskać rodziców, a chłopcy wsiadali do auta. Podeszłam do Sereny i dałam jej całusa, a Jamesa uściskałam.
- Miej oko na Chada- szepną mi James kiedy go ściskałam- Nie wiadomo co mu strzeli do tej tępej główki- zaśmiałam się. 
- Słyszałem to zgredzie!- zawołał Chad.  Wystawał z szyberdachu, a siedział na miejscu pasażera. 
- Nie pozwalaj sobie szczylu!- odpowiedział James uśmiechając się szeroko.
- Jak z dziećmi- westchnęła Serena i objęła Jamesa w pasie. 
Podeszłam do auta i wślizgnęłam się na tylne siedzenie, które dzieliłam z siostrami. Chad dalej wyglądał przez szyberdach, nawet kiedy Ksawery zaczął ruszać. Odwróciłam się jeszcze i zobaczyłam machających rodziców. 
- Bawcie się dobrze!- krzyknęła Serena.
- Wy też dobrze się bawcie!, ale nie za dobrze! Mamy już wystarczająco dzieci w tym domu- zawołał Chad, a wszyscy w aucie wybuchliśmy śmiechem. Chad szybko znalazł się na miejscu pasażera, bo James czymś w niego rzucił. 
- No to co ferajna! Zabawmy się- ach ten Chad i jego poczucie humoru- Zapuśćmy jakiś bit na drogę- powiedział i podłączył swój tablet do stereo w aucie- Co powiecie na "Tsunami"?...zresztą po co pytam i tak to włączę- żachnął się i puścił utwór. Podoba mi się.  
Odprężyłam się i oparłam głowę o szybę. 
Wjeżdżając na główną drogę, między drzewami zobaczyłam postać mojego ukochanego. 


------------------------------------------------------------------

Cześć.
Przepraszam za tak długą nieobecność. Chciałabym wynagrodzić je tym rozdziałem. :)

W pasku stron przybyła jedna pozycja "Dom i wnętrze". Możecie tam zobaczyć jak wygląda dom naszej rodzinki :)

Ponadto mamy jedną zmianę w stronce bohaterowie. Zmieniła się postać Destiny :) 

I tu pojawia się moja prośba do was. 
Czy ktoś z Was miałby ochotę wykonać, zdjęcie do tła na bloga.? Takie jakie jest teraz, ale potrzebne mi "aktualne".
Jeśli ktoś byłby chętny to proszę o kontakt na meila lub w komach :) Może się zgłosić parę osób do zrobienia tła, a ja wybiorę najbardziej pasujące :) 

Dziękuje ;* 



Pozdrawiam ;* Elena Katherine Gilbert ;* 

środa, 19 lutego 2014

Czy jeszcze czytacie.?

Hej.!
To znowu Ja :)
Tym razem z pytaniem... A mianowicie takim:

Czy jeszcze czytacie moje opowiadanie, a jeśli tak to czy chcecie, by było dalej prowadzone.?
Wiem, że notka nie pojawia się bardzo długo, nie mam żadnego usprawiedliwienia i przepraszam Was za to.
Mam pomysł co dalej zrobić z bohaterami i chyba nie poprzestanę na 50 rozdziałach.
Chciałabym poznać waszą opinie i zdanie na temat tego jakie wątki byście chcieli przeczytać (od razu mówię, że Renesmee nie będzie). Piszcie na meila lub w komach :)
Dla tych nielicznych którzy jeszcze mnie czytają to chcę powiedzieć, że rozdział już się piszę i będzie dodany do końca tego tygodnia :)

Dziękuje wytrwałym. <3
Dzięki, że jesteście <3

Kocham ;* Elena Katherine Gilbert ;*

P.S Postanowiłam pouzupełniać niektóre informacje.
       Już się pogubiłam i nie wiem czy pokazywałam wam jak wygląda dom Swanów i jego wnętrze?
       Jeśli nie to dodam stronkę gdzie będziecie mogli wszytko zobaczyć :)

piątek, 17 stycznia 2014

Przepraszam....

Hej, słuchajcie.
Bardzo, bardzo, bardzo was przepraszam za brak rozdziału.
Mam tylko jedno usprawiedliwienie, a mianowicie jest koniec semestru i przydałoby się pozaliczać przedmioty na lepsze ocenki, ale teraz będę miała więcej czasu więc będę się starała pisać i mam nadzieje, że mi się to uda :D

Życzcie mi powodzenia :)

Pozdrawiam ;) Elena ;*

środa, 25 grudnia 2013

Wesołych Świąt :)

To dla Was.!



Tradycyjnie, jak co roku,
Sypią się życzenia wokół,
Większość życzy świąt obfitych
I prezentów znakomitych.
A ja życzę, moi mili,
Byście święta te spędzili
Tak, jak każdy sobie marzy.
Może cicho bez hałasu,
Idąc na spacer do lasu,
Może w gronie swoich bliskich,
Jedząc karpia z jednej miski,
Może gdzieś tam w ciepłym kraju
Czując się jak Adam w raju,
Może lepiąc gdzieś bałwana,
Jeśli śniegiem ziemia zasypana.


I wszystkiego co tylko sobie zamarzycie  :) 
 Sukcesów w pracy/szkole
Miłości i radości :)

Te życzenia przesyłają: 
James, Serena, Bella, Destiny, Ksawery, Chad, Olivia Swan, a także
Carlisle, Esme, Edward, Rosalie, Alice, Emmet i Jasper Cullenowie
A do życzeń podłączają się 
Madzia i Taśka.! 




P.S Nowy rozdział dopiero po nowym roku :*

niedziela, 15 grudnia 2013

40. "Czy tam są fajki?"

 Zapraszam na rozdział napisany przez Taśkę :)
Jest genialny.! *_*

------------------------------------
Oczami Nathalie:

       Była jesień. Rok 1828. Nie zapowiadało się na to, żeby ten dzień był szczególny. Rozpoczął się zwyczajnie. Troje młodych, pięknych, żądnych krwi wampirów jak co dzień świetnie się ze sobą bawiło. Łączyła ich niesamowita wież. Nie tylko więzy krwi, przyzwyczajenie, uczucie jakie darzy się bliźniego. Przede wszystkim prawdziwa miłość, zrozumienie, pomoc drugiemu za wszelką cenę. Byli podobni pod wieloma względami, można dużo wymieniać: słabość do palenia, dobrej zabawy, spojrzenie, które budzi podejrzenia, jasne włosy, rysy twarzy, błyskotliwość, predyspozycje do rządzenia... Jednak jedno jest pewne żadne z nich nie spodziewało się, że coś może ich rozłączyć.
        Była 7 rano. Graliśmy w pokera w ogrodzie, głośno się przy tym śmiejąc. Chłopcy znów kantowali.
- Nie oszukujcie! - wykrzyknęłam.
- Złość piękności szkodzi, siostrzyczko - powiedział Adrian zaciągając się kolejnym papierosem.
- Może po prostu jesteś jeszcze za głupiutka, żeby uprawiać hazard - kpiąc ze mnie Cam nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Przyłączył się do niego Adek.
- Wyluzuj, młodość rządzi się swoimi prawami.
- Jasne, nie zwracajcie uwagi na to, że tu jestem. - Odwróciłam twarz w drugą stronę, założyłam ręce na piersi i udawałam obrażoną.
- Patrz, nasza dziewczynka się obraziła - Cameron potargał mi włosy, sięgnął po cygaro i już miał je zapalić kiedy usłyszeliśmy nieprzyjemny głos:
- Caaameron. - Postać wyłoniła się. Chuderlawy wampir stanął 3 metry od stolika, przy którym siedzieliśmy.
- Czego chcesz? - Z twarzy Cam'a zniknął uśmiech, zastąpił go twardy wyraz. Wyglądał groźnie.
- Twojego życia. - Powiedział nieznajomy mi wampir. Wyciągnął kołek. Rzucił go. I stało się Cam upadł z kołkiem w sercu. Z Adrianem byliśmy przerażeni. Dosłownie w sekundę byliśmy już przy nim. Adrian wyciągnął kołek ale Cam już odchodził. Nic, nic nie dało się zrobić. Przyłożyłam swoje czoło do czoła umierającego.
- Nie zostawiaj nas, proszę, proszę! - rozpaczliwie krzyczałam, błagałam. Adrian trzymał go za rękę, właściwie miażdżył mu ją.
- Nathalie, uspokój się. On odchodzi - powiedział, odsuwając mnie delikatnie.
        Cameron głowa rodziny, jak zawsze odpowiedzialny wysilił się na uśmiech. Wyrazisty, nieskazitelny. Nawet w ostatnich chwilach nie bał się.
- Obiecajcie mi, że będziecie się sobą opiekować. Adrian, nie dopuść żeby nasza mała diablica zrobiła coś głupiego, a ty Nath, dopilnuj żeby przestał palić. - Pokiwałam tylko głowo.
         Twarz mojego najstarszego braciszka straciła wszelkie oznaki życia. Zazwyczaj piękne oczy, w chwilkach zagrożenia twarde, zmieniły się w zaćmione, bez koloru. Były już całkowicie martwe.
- NIE! - darłam się w niebo głosy, nie mogąc pogodzić się z losem. Przytuliłam martwe ciało Cam'a. Adrian zrobił to samo. W milczeniu, pogrążeni w złości, żalu siedzieliśmy nad zwłokami. Tęsknota rozrywała mi serce. Ostatni raz odgarnęłam jasne włosy Camerona, pocałowałam go w czoło i szepnęłam 'Wierzę, że jeszcze się zobaczymy'.
           'Wróciłam' do biblioteki Sebastian, który uważnie słuchał mojej historii. Milczałam przez chwilę, kiedy Sebastian zorientował się, że to już koniec jeszcze bardziej ścisnął nasze splecione dłonie i z żalem malującym się na twarzy powiedział:
- Bardzo kochasz brata... Wiedziałem, że w głębi duszy jesteś wrażliwą osobą ale nie spodziewałem się, że tak się otworzysz.
- Jesteś jedyną osobą, której opowiedziałam tę historię ze szczegółami, doceń to - odpowiedziałam kompletnie zimnym tonem, wpatrując się przed siebie. Wyswobodziłam dłoń z uścisku. Westchnęłam z poirytowaniem, właściwie nie wiem dlaczego. Cóż... trudno żeby inni mogli mnie zrozumieć, skoro ja sama nie wiem jaka jestem.
- Ale chyba twoja wrażliwość ma granice, bo by kogoś wskrzesić potrzeba dużej dawki mocy. Dawki, która potrafi zabić. Jesteś w stanie poświęcić czyjeś życie dla brata. Rozumiem, że go kochasz ale...
- Ale co!? - wściekłam się. - Wiele razy stawiałam wyżej swoje życie niż żywot jakieś niewinnej duszyczki. Nie wciskaj mi kitu, że ty nigdy nikogo nie zabiłeś.
- Jasne, że zabiłem - mówił lekko podniesionym głosem - ale myślałem, że chodzi o coś błahego i dlatego zaproponowałem ci pomoc przyjaciela. - Spuścił głowę. Sebastian to osoba honorowa i z pewnością nie podoba mu się, że nie spełni obietnicy.
- Nie wiem po co ci to wszystko mówiłam!? Po co proponowałeś mi pomoc!? Żeby wymigać się przy najbliższej okazji, gdy coś jest nie po twojej myśli? Poradzę sobie sama. - Zmierzałam do drzwi, strasznie zdenerwowana. Tym wszystkim, WSZYSTKIM. Kiedy za nadgarstek złapał mnie Sebastian.
- Nie masz prawa wypominać mi tego, że nie chcę ci pomóc, że się wymiguję. Tu chodzi o życie mojego przyjaciela. Akurat powinnaś wiedzieć jak bardzo boli strata bliskich osób. - Patrzył na mnie chłodno, ja na niego również. - Ale dotrzymam słowa, możemy lecieć do Japonii najbliższym samolotem.
- Nie możesz po prostu dać mi na niego namiarów? Oboje nie musielibyśmy męczyć się swoją obecnością.
Odpowiedź była krótka:
- Nie.

***

       Siedzieliśmy już w samolocie. Miły głos powiadomił nas i resztę, że zaraz wzbijemy się w przestworza. Wykorzystałam chwilę na ziemi i wyciągnęłam z torebki małą buteleczkę lakieru do paznokci. Odkręciłam ją i zaczęłam malować, w stu procentach skupiłam się na czynności ale nie uszedł mej uwadze strach kobiety, która siedziała na jednym z miejsc obok nas.
- Nie jesteśmy parą, możesz do niego startować - powiedziałam miłym głosem do farbowanej, całkiem ładnej brunetki. Kobieta speszyła się, spuściła wzrok. Sebastian spojrzał na nią przyjaźnie i uśmiechnął się lekko, odwzajemniła gest. Następnie popatrzył na mnie z politowaniem i pokręcił głową.
         Skończyłam w momencie, w którym wystartowaliśmy. Popatrzyłam na dłonie, lakier miała nałożony idealnie. Paznokcie miałam pomalowane na czerwono. Zauważyłam, że mój towarzysz podróży też im się przygląda.
- Będą idealnie pasować do barwy mojego posiłku - kolejno machnęłam palcami. Nic nie odpowiedział.
          Wyciągnęłam książkę, otworzyłam w miejscu gdzie była zakładka. Dokładnie zdjęcie moje, Adriana i Cam'a. Sebastian wyciągnął je, mimo moich protestów. Przyjrzał się uważnie, a ja nie miałam ochoty na nic więc odwróciłam się i wyglądałam przez okno.
           Sebastian odłożył fotografię ale ja już nie miałam zamiaru czytać. Szybkim ruchem zgarnęłam książkę z powrotem do torby.
- Wiązałeś się z ludźmi? Wiesz w jakim sensie. Czy kochałeś ludzką kobietę? - zapytałam bardziej z nudów niż z ciekawości.
- Nie.
           Kłamał, tak mi się wydawało. Przewróciłam oczami.
- Kłamca.
            Uniósł brew i odpowiedział jeszcze raz.
- Nigdy nie kochałem ludzkiej kobiety.- Tym razem to zabrzmiało przekonująco. - A ty?
- Nigdy nie kochałam ludzkiej kobiety - zaśmiałam się z wyższością. Tym razem on przewrócił oczami i spojrzał karcąco.
- No dobra, dobra. Nigdy nie kochałam człowieka. Ludzie to słaba i dziwna rasa. Prowadzą krótkie, nudne życie. I są strasznie emocjonalni - kpiłam.

***

            Staliśmy już pod drzwiami domu tajemniczego przyjaciela, kiedy Sebastian poprosił:
- Obiecaj, że nie będziesz go torturować jak tego nieszczęsnego Lewisa.
-Skąd wiesz?
-Wieści szybko się rozchodzą. - Mówiąc to zapukał.
            Po chwili w drzwiach stanął niewysoki, ładny, dość elegancko ubrany chłopak. Jak na moje oko zbyt młody żeby kogoś wskrzesić ale może jest zdolny.
- Witam! - powiedział uśmiechając się, wpuścił nas do środka.
             Wnętrze było elegancie, wszędzie było dużo książek. Kiedy ja podziwiałam uroki pokoju chłopcy przywitali się.
- Stary co cię tu przywiało? -zapytał czarownik.
- Mnie ta kobieta, a ją pewna sprawa do ciebie...
            Odwróciłam się do nich, wyciągnęłam zimną dłoń do chłopaka:
-Nathalie Waters. - Lustrowałam elegancika od góry do dołu.
- Dorrian White, miło mi. Może usiądziemy i omówimy sprawę w jakiej tu jesteście.
            Rozsiadłam się wygodnie, miałam mieszane uczucia ale wierzyłam, że Dorrian mi pomoże.
- Chcę abyś wskrzesił mojego brata -oznajmiłam prosto z mostu. Czarownik był trochę zdumiony, spojrzał na przyjaciela.
-Sorry, że nie uprzedziłem, że ma trochę... wybujałe wymagania - wzruszył ramionami. Nie zwracałam uwagi na docinki Sebastiana już wyraził opinię na ten temat.
- Wiesz, że wskrzeszenia zwykle się nie udają?
- Wiem. - Czekałam na decyzję, minęła minuta na twarzy Dorriana pojawił się szeroki uśmiech.
- To co? Bierzemy się do roboty? Trzeba zebrać wszystkie potrzebne informacje.
- No nie,kolejny wariat? - Sebastian się oburzył, wyglądał całkiem zabawnie. - Dobrze wiesz, że to może cię zabić - troszczył się o przyjaciela.
- Tak ale jestem po to żeby pomagać.
- I to mi się podoba - mówiłam już całkiem szczęśliwa. - No, dalej, dalej dużo pracy przed nami. - Sebastian z westchnieniem wstał z kanapy.

***

          Już od ponad 5h szukamy informacji w księgach na temat wskrzeszania. Do tej pory Sebastian wyczytał, że potrzebna będzie krew wskrzeszanego. Chłopcy po usłyszeniu tego załamali się ale ja jestem przygotowana. Przyda się też zdjęcie oraz rzecz po zmarłym, w tym przypadku jest to stary zegarek na łańcuszku.
            Siedząc na kanapie wpatrywałam się w akwarium. Mała złota rybka pływała w kółko jak opętana.
- Głodny jestem - powiedział Sebastian. Wsadziłam rękę do wody i trzymając za ogon wyciągnęłam żyjątko.
- Może rybki?
- Zostaw Reksia! - Dorrian krzyknął desperacko sponad księgi.
- On ma imię ?- wrzuciłam zwierzątko do wody - Sorry - powiedziałam do zwierzęcia. - A tak w ogóle kto nazywa rybkę Reksio?
- Sadystko choć lepiej na polowanie. Będziesz miała okazję zmierzyć się z równym. - Wskazał na siebie.
- Z tobą? A nie.., powiedziałeś z równymi, sorki. - Lubiłam się z nim droczyć.
             Najedzeni wróciliśmy do mieszkania. Dorrian nadal siedział na tą samą księgą. To na prawdę grubaśna księga.
- Masz coś nowego? - zapytałam.
- Jedną małą kwestię, którą będziesz musiała wypowiedzieć ale najważniejszego jeszcze nie mam - odpowiedział nie podnosząc głowy. - Czy to ty zabiłaś Jellal'a? - zapytał po chwili. - Kiedy jedliście zadzwonił do mnie przyjaciel...
- Tak, to ja - nie uświadczysz skruchy w moim głosie.
- Właściwie to jaki koniec mu zafundowałaś? - do rozmowy włączył się Seba.
- Kołek w serce. Trochę oklepane ale jakie efekty specjalne! - podniosłam głos aby oddać emocje. - Ta krew na ścianach...
               Dorrian patrzył przerażony. Francuz zwrócił się do niego:
- Też czasem myślę, że to psychopatka ale nic ci się nie stanie. Dlatego tu z nią przyjechałem.
             W tej chwili rzuciłam w niego poduszką ale przecież dar to fajna sprawa i w rezultacie sama dostałam w twarz. Chłopcy pękali ze śmiechu.
- Nie ze mną takie numery, kochanie - wydusił Sebastian po między kolejnym śmiechem.
- Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie - wyrecytował Dorrian.
- Poduszka to słabe narzędzie zbrodni, tak na przyszłość gdybyś chciał kogoś zabić, a nie wskrzesić.
             Szukamy, szukamy i nic. Poszłam do kuchni, jestem mistrzem gotowania. W 30 minut wyczarowałam pięknie wyglądające i pewnie dobre w smaku danie, postawiłam je przed Dorrianem i powiedziałam:
- Wcinaj puki ciepłe.
             Sebastian przyjrzał się uważnie zawartości talerza i stwierdził:
- Ja bym tego nie jadł, kto wie może to twój koniec?
- Dzięki, miło z twojej strony - czarownik już przełykał pierwszy kęs.
- Jasne.... otrucie jakie to oryginalne - przewróciłam oczami.
- Kołek też niewyszukany pomysł... A jaki będzie mój koniec, kiedy nie będę ci już potrzebny? - Sebastian uśmiechnął się niezwykle czarująco.
- Dla ciebie znajdę coś specjalnego - oparłam brodę na dłoniach, zatrzepotałam rzęsami i posłałam mu zalotny uśmiech. - Możesz być spokojny to będzie miła śmierć.
- Ej, nie czaruj mi kolegi. Ja od tego jestem - wtrącił się Dorrian. - Znaczy... jestem od czarowania ale nie jego - zmieszał się. Z Sebastianem wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. W moim przypadku wręcz piskliwym.
- Dobrze, że wyjaśniłeś Dorreczku - niepoprawnie zdrobniłam jego imię. - Byłabym zazdrosna.
- To wy tu sobie miło rozmawiajcie, a ja prześpię się trochę.
- Okay, możesz być spokojny zaopiekuję się Sebastiankiem.
             Wróciliśmy do pracy. Przeglądanie tych papierków to bardzo mozolna praca. Nastał mrok zapaliłam więc świecę i przy okazji papierosa. Za każdym razem kiedy to robiłam przypominałam sobie o braciach. Zapaliłam więc drugiego. Tym razem różowego z napisem 'Wiara czyni cuda'. Chciałabym żeby Adrian miał rację. Chciałabym żeby Cam w końcu żył.
Westchnęłam z tęsknoty, wstałam i poszłam nalać sobie lampkę czerwonego wina
                Przeglądaliśmy księgi do rana, oczywiście nic. Żadnego choćby zdania o wskrzeszeniu. Lekko wkurzona wyszłam do ogrodu, przewietrzyć się.
               Teraz kiedy jestem już tak blisko na pewno się nie poddam.  I muszę w końcu powiedzieć Adrianowi...
               Sebastian wyszedł za mną. Zobaczywszy moją minę objął mnie ramieniem i powiedział:
- Jesteś przygotowana na to, że zawsze coś może nie wyjść?
- A ty jesteś przygotowany na to, że twój przyjaciel może zginąć? - odpowiedziałam ironicznym pytaniem. Pokiwał przecząco głową. - No właśnie. Nie chcę myśleć, że się nie uda. Choć tak na prawdę jest 1% szans na otrzymanie upragnionego efektu.
              Przytulił mnie mocno jakby czytał mi w myślach, że tego właśnie potrzebuję. W pewnym sensie w ramionach Sebastiana było mi ciepło ale czy to ciepło wystarczało aby roztopić lód, który zamroził mi serce.
               Tę błogą chwilę przerwał Dorrian.
- Mam, mam. Nie przytulajcie się tylko chodźcie - krzyczał. Wydaje mi się, że od dawna bardzo chciał kogoś wskrzesić.
            W sekundę byliśmy w salonie.
- Mam to zaklęcie! Mamy zdjęcie twojego brata, jego zegarek i krew. Teraz tylko muszę wymówić kilka formułek nad jego ciałem i oby znów żył i żebym ja nie zginął - wymówił wszystko za jednym tchem, na końcu odetchnął z ulgą. Jestem pewna, że nawet jak zginie, a tego bym nie chciała, bo go polubiłam to będzie szczęśliwy, że mógł poużywać tak silnej magii.
- Jesteś pewien, że chcesz się tego podjąć? Jak już polecimy do Walii to cię nie puszczę - zagroziłam.
- Możesz jeszcze zmienić zdanie - Sebastian miał jeszcze nadzieje.
- Nie zmienię zdania. Pochodzę z potężnego rodu, silną magię mam we krwi, w końcu będę mógł ją wykorzystać. Jeśli już mowa o krwi możesz przynieść tą brata? Przy okazji przynieś resztę potrzebnych rzeczy.
- Jasne.
            Wbiegłam do salonu z małym, starym kuferkiem na biżuterię w rękach. W środku było zdjęcia, zegarek, krew, dziennik i kilka innych ważnych dla mnie pamiątek. Wyciągnęłam malutką buteleczkę z czerwoną cieczą, zamachałam nią przed oczami chłopców i powiedziałam:
- Pewnie chcecie trochę? To jest krew ooo wspaniałych 3 Waters'ów. Adriana, Camerona i Nathalie. Jeśli to wypijecie będziecie tak boscy jak my. No, nie aż tak, bo tak boscy jesteśmy tylko my - Watersi z krwi i kości  ale to zawsze +50000 do wspaniałości.
            Popatrzyli na siebie i tylko z uśmiechem pokiwali głowami. Sebastian oznajmił błyskotliwie:
- Znam inne sposoby na oddanie cząstki siebie innym.
- Romantyczny jesteś. Pewnie chodzi ci o serce? - uniosłam brew. - Możesz sobie moje wziąć, dosłownie i tak go nie potrzebuję.
             Dorrian wyrwał mi buteleczkę.
- Więc to nie tylko krew Camerona? To może nawet lepie.
- To kiedy lecimy do Walii? - zapytałam z niecierpliwością.

***

           Zrobiłam krok do przodu. Byliśmy już w Walii, w mojej rezydencji.
- Wchodźcie, wchodź - powiedziałam radośnie do Sebastiana i Dorriana ale naprawdę strasznie się denerwowałam. Nagle przed nami zmaterializował się Adrian, jak zawsze z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- No, no siostrzyczko wiedziałem, że szybko za mną zatęsknisz.
- Hej.
Nie byłam wstanie powiedzieć nic więcej. Staliśmy tak w milczeniu, wydaje mi się, że Adrian wie, że coś jest nie tak. Przerwałam tą ciszę i lekko speszona, co nie zdarza mi się często, właściwie nie zdarza mi się nigdy, powiedziałam.
- To jest Sebastian i Dorrian, a to mój brat, Adrian - pokazałam ich kolejno, chłopcy podali sobie dłonie i wymienili kilka słów.
- Może usiądziemy? - zapytał gospodarz. Zrobiliśmy to, a Adrian kontynuował.
- Jak minęła podróż?
- Całkiem dobrze - odpowiedział Sebastian. - Macie bardzo ładne tereny, Francja również jest ładna ale tu jest niesamowicie.
Patrzyłam na Sebastian jak ekscytował się urokami Walii i zrozumiałam dlaczego zawsze jakaś siła przyciągała mnie do niego. Był taki sam jak on. Wrażliwy ale za razem silny. Troskliwy i nie bojący się posiadania swojego zdania. Wszystko wiedzący i wszystko przewidujący. Ale przy tym skromny i mający niesamowity urok osobisty, który sprawiał, że nie potrafiłam się na niego wściekać. Mimo, że denerwował mnie niemiłosiernie. Miał te same ale inne zawsze radosne oczy. Ten sam niewinny uśmiech niegrzecznego chłopca, identyczną chęć poznawania świata. Był taki jak Cam. Działa na mnie jak magnes, bo podobny jest do mojego zimnego brata. I pewnie to było by okropne - spotykać się z kimś dlatego, że przypomina zmarłego ale takie nie jest, bo kocham Sebastiana, tak mocno jak kocham Cameron'a ale nie tak samo. To nie jest miłość, którą obdarza się brata.
   Chyba musiałam wyglądać dziwnie uświadamiając sobie te rzeczy, bo Sebastian uśmiechnął się szeroko, a ja nadal szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się niego.
- Właściwie to nie rozumiem - zaczął Adrian - waszego trójkącika ale Nathalie, Ci goście są 1000 razy lepsi od Damona, właściwie to każdy jest od niego lepszy.
Chyba przegapiłam sporą część rozmowy, bo chłopcy zdążyli się już trochę lepiej poznać. Szybko wtrącił Dorrian z uśmiechem:
- Ja się nie mieszam w żadne trójkąty.
- Adrian... może się przejdziemy? - zapytałam sztywno. Nie odpowiedział tylko wstał od stołu, wszyscy spoważnieli. Adrian to nie idiota, za którego zawsze go uważałam i od początku domyślł się, że coś jest nie tak.
         Wyszliśmy do ogrodu, brat patrzył na mnie uważnie.
- Zawsze świetnie się dopełnialiśmy. Znaczy ja, ty i Cam... - zrobiłam małą przerwę. - Chcę, żeby znowu tak było. - Adrian przeniósł wzrok ze mnie na coś za mną. Nie musiałam się odwracać żeby wiedzieć na co patrzy. Dokładnie za mną kiedyś zabili bardzo bliską dla nas osobę... - Wiem, że też pragniesz go odzyskać, będzie tak jak kiedyś, Dorrian nam pomoże - szeptałam mu do ucha. Spuścił tylko oczy.
- Mogłem się tego po tobie spodziewać. Mój sprzeciw raczej nic nie zdziała ale masz racje. Ja również pragnę go odzyskać.
       Pocałowałam go w policzek, przytuliłam mocno i z przytłumionym uśmiechem powiedziałam:
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
        Poczułam tylko jego lekki uśmiech na mojej skórze.

***

        Wyciągałam z torby kuferek kiedy przyszedł Sebastian. Stanął obok mnie, tak że nasze ramiona się stykały. Popatrzył na mnie, spuściłam wzrok na kuferek i sprawdzałam  czy w jego zawartości niczego nie brakuje. On przyglądał mi się przez chwilę po czym uważnie świdrował każdy element za oknem.
- Chodźmy już - powiedziałam i ruszyłam się z miejsca, on tego nie zrobił. - Idziesz? - zapytałam nie odwracając się. Nic. Żadnej reakcji. Westchnęłam z poirytowaniem. Zawróciłam i stanęłam przed nim. - Rusz się.
        Ale on zamiast mnie posłuchać, pocałował mnie. Trochę to trwało zanim oboje uznaliśmy, że pora przestać ale w końcu oderwaliśmy się od siebie i bez słowa trzymając się za rękę zeszliśmy do piwnicy. Czekali tylko na nas.
       Byliśmy w piątkę. Ja - żywa. Adrian - żyjący pełnią życia. Dorrian - cały i zdrowy oby długo jeszcze utrzymywał ten błogi stan. Sebastian - w miarę żywy, jak ja i Adek. I grzecznie leżący od dwóch wieków w trumnie, milczący i jeszcze bardziej lodowaty niż my wszyscy razem wzięci ( prócz czarownika ) - nieżywy Cam.
       Ciało mojego brata było w nienaruszonym stanie, wyglądał identycznie tak jak go zapamiętałam. Dorrian stał przy samej trumnie. Ja z Adrianem metr za nim, a Sebastian krok za nami.
       Na piersi zmarłego czarownik rozłożył papirus z dziwnym napisem w nieznanym mi języku. Popatrzył na zdjęcie, zegarek, które kazał przygotować i do ręki wziął buteleczkę z krwią. Szeptem wymówił kilka zaklęć po czym dał znak mi i Adrianowi, że teraz nasza kolej. Głośno wymówiliśmy dwa zdania, a dalej mówił Dorrian. Słyszałam głośny oddech obok mnie i za mną, sama byłam nie spokojna. Czarownik mówił dalej. Otworzył buteleczce, którą trzymał w ręce i ostrożnie wylał kroplę czerwonej cieczy na papirus, i drugą i jeszcze jedną. I mówił dalej, wciągnęłam powietrze bardzo głośno, bo coś było nie tak. Dorrian recytował coraz szybciej, już nie z taką łatwością, zaciskał zęby po między wyrazami. Nie tylko ja to zauważyłam
- Dorrian przestań! - krzyknął Sebastian. - Zamknij się w końcu, idioto!
       Ścisnęłam pięści, w sekundę przypomniałam sobie co muszę powiedzieć w takiej sytuacji. Sytuacji, w której osoba wskrzeszająca traci kontrolę nad swoim życiem. Wyrzuciłam z siebie 3 słowa, nie jąkając się. Natrafiłam na to w jednej z ksiąg czarownika, wiedziałam, że może się przydać. Czyli jednak Nathalie Waters zawsze ma racje. Wiedziałam, wiedziałam, że jeszcze zobacze Cam'a i tak miało się stać, chyba że po śmierci nie ma nic, w tedy miałam po prostu zniknąć.
      Upadłam na ziemię, wszyscy byli oszołomieni. Dorrian odwracając się ręką strącił krew, stanął jak wryty i z przerażeniem patrzył się na mnie. Po chwili już go nie widziałam, bo zasłonił mi Adrian i Sebastian.
- Nathalie... coś ty narobiła, siostrzyczko? - szeptał Adrian, krecąc głową. - Co ty zrobiłaś? Dlaczego?
       Po prostu uśmiechałam się. I patrzyłam raz na jedną przerażoną twarz Adriana, innym razem na Sebastiana, w jego zielonych oczach widziałam tęsknotę i żal.
- Ludzie codziennie tracą bliskich i jakoś daja rade, chyba powinnam to zrozumieć już dawno. - Spojrzałam na Sebastiana i przypomniałam sobie naszą rozmowę w samolocie w drodze do Japonii. - Może się myliłam i oni wcale nie są tacy słabi. - Uśmiechnęłam się na dźwięk wypowiadanych przeze mnie słów. - To okropne, że w chwili śmierci nagle staję się pokorna.
       Sebastian zrobił to samo co ja kiedy umierał Cam. Pocałował mnie w czoło. Posłałam im jeszcze jeden, tym razem zupełnie niewinny uśmiech.
- Wiedziałam, że tak może być i chciałam żeby moje ostatnie słowa były wyjątkowe.  Chciałam żeby to było coś mojego, coś w stylu 'Nie przejmujcie się i tak wszyscy umrzemy' lub 'Mam nadzieję, że tam gdzie trafię są fajki' ale...- chciałam zapamiętać te twarze, bo wiedziałam, że nigdy ich już nie zobaczę. Nie ma żadnego 'tam', bynajmniej nie dla takich jak ja. - ale teraz wydaje się to takie bez sensu. To, że umieram to wcale nie jest złe rozwiązanie, może w końcu spotka mnie szczęście, którego od dawna nie zaznałam na ziemi? - Ściskali moje dłonie, wzięłam oddech i mówiłam dalej, tak bardzo ich kochałam. - Ale prawda jest taka, że nigdy nie panujemy nad swoim życiem. Nawet moje upragnione, błyskotliwe, ostatnie słowa, nie będą ostatnimi słowami.  - Jeszcze tego nie rozumieli ale za chwilę mieli zrozumieć, bo coraz bardziej bolało i za chwilę miałam wymówić ostatnie słowo zaklęcia.
- Miałem odzyskać brata, a tracę również siostrę - mówił Adrian. - Zawsze robiłaś mi na złość. Moja wnerwiająca, młodsza siostrzyczka, która teraz mnie zostawia. Wiesz co? Jesteś okropną, młodszą siostrą.
- Wiem ale za to - przerwałam z bólu - mnie kochasz.
     Pokiwał głową, przeniosłam wzrok na Sebastiana, bo wiedziałam że to nie może już dłużej trwać. Nic nie mówił, zachował swój łagodny wyraz twarzy. W pomieszczeniu rozniosła się woń krwi. Zaciągnęłam się jeszcze raz słodkim zapachem,  uśmiechnęłam się już po raz ostatni, wypowiedziałam ostatnie słowo zaklęcia, zamknęłam oczy, usłyszałam jeszcze smutny głos Dorriana "Przykro mi, nic nie mogę zrobić" i umarłam. Ale już tak na serio. I nie wiem dlaczego wszyscy uważają, że to ciężka sztuka. To jest proste! Wypowiadasz zaklęcie, zamykasz oczy i PUF!
Już cię nie ma.


--------------------------------------------

Piękny rozdział Taśka napisała.
Szkoda tylko, że Nath już nie ma ;(  Ale ja o tym wiedziałam.! Ha.!

Zapraszam do komentowania :D


Pozdrawiamy Madzia ;* i Taśka :*

P.S Na moim drugim blogu już pojawiła się długo oczekiwana notka. :)
      Zapraszam :D 

niedziela, 24 listopada 2013

39. Bo rodzina jest najważniejsza!

 Teraz rozdział napisany moją rączką :)
Zapraszam do czytania ;)
--------------------------------------------------

Po świetnie spędzonej nocy w towarzystwie kochanego rodzeństwa, nadszedł czas na szarą rzeczywistość kolejnego dnia.
  Właśnie tego dnia, już za parę godzin, mam pójść porozmawiać z Arem, o naszym powrocie do domu. Ogromnie się cieszę, że moja rodzina tak dobrze przyjęła wieść o tym, że chciałabym wrócić, z resztą oni sami chcieli to zrobić, ale myśleli, że mi tu jest dobrze i nie chcieli nawet zaczynać tematu powrotu do domu. To się nazywa 'kochająca rodzina', jedno zrobi dla drugiego wszystko. To właśnie za to tak bardzo ich kocham.
Tylko jedno w tej całej sytuacji mnie przeraża, a mianowicie: nie mam pojęcia jak mój szanowny "wujaszek" na to zareaguje. Pewnie będzie chciał nas zatrzymać. Zawsze tak jest. Cóż, może mój urok osobisty pozwoli mi załatwić tą sprawę szybko i bez boleśnie.
   Układałam sobie nawet scenariusze tej rozmowy,  niestety, zawsze na końcu kończyłam bez głowy. Hm, chyba muszę przystopować z Burbonem, bo moja wyobraźnia zaczyna mnie przerażać.
    Leniwie podniosłam się z łóżka i wzrokiem ogarnęłam pokój. Wszędzie walały się puste butelki po trunku, którym się wczoraj raczyliśmy, lecz wszystko co miłe kiedyś się kończy.
    Podniosłam się z łóżka i chwiejnym krokiem udałam się w stronę łazienki, by się odświeżyć. Pod drodze zahaczyłam o garderobę i wybrałam pierwsze ubranie jakie wpadło mi w ręce. Kiedy znalazłam się w łazience, zamknęłam drzwi, zrzuciłam z siebie ubranie i wpuściłam wodę do wanny. Potrzebowałam się zrelaksować. Weszłam do wody i rozkoszowałam się ciepłem.


Leater... 

Czysta, świeża i pachnąca wyszłam z pokoju i udałam się w stronę sypialni Chada i Destiny. Wparowałam tam bez pukania.
Destiny szkicowała coś przy biurku, a Chad oglądał mecz, kiedy weszłam odwrócili się w moją stronę.
   - Już posprzątałaś ten syf, który zostawiliśmy u Ciebie w pokoju?- zaśmiał się
   - Nawet się za to nie zabrałam- usiadłam na brzegu łóżka
   - Co cię do nas sprowadza?- zapytała Dess. Zamyśliłam się na krótką chwilkę.
   - Przyszłam wam oznajmić, że idę do naszego wujaszka, prosić o wyjazd- westchnęłam.
   - Miło było Cię poznać siostrzyczko- pomachał mi i dalej oglądał mecz. Dess rzuciła w nim metalowym cyrklem, niestety ten w odpowiedniej chwili go złapał i zmiażdżył.
   - Ej! To był mój ulubiony cyrkiel- zapiszczała Destiny
   - O, jak mi przykro- odparł sarkastycznie Chad. Destiny zgrzytała zębami patrząc na swojego "mena". Podeszłam do drzwi.
   - Powodzenia Bella- zawołała za mną Dess, kiedy zamykałam drzwi.
   Stwierdziłam, że nie ma na co czekać i najwyższy czas ruszyć na spotkanie z wujkiem. Westchnęłam i powolnym krokiem ruszyłam w stronę gabinetu jednego z Wielkiej Trójki.
   Nie spieszyło mi się za bardzo. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Pośpiesznie wyjęłam go z kieszeni i zerknęłam na wyświetlacz. Nathalie. Uśmiech od razu wpełzł na moje usta. Już tak dawno z nią nie rozmawiałam.
- Słucham.
- Siemanko Belluś. Co tam w szerokim świecie słychać? 'Młoda Para' już wróciła? Jak było? -
zasypała mnie pytaniami.
- Spokojnie, spokojnie. Po kolei. Jeszcze nie wrócili ale świetnie się bawią. U mnie w porządku, wróciłam do Edwarda. Tylko się nie czepiaj...
- Wiedziałam, że tak będzie. Chyba nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam szczęścia. Ty też życz mi szczęścia na nowej drodze życia.
- Jak to!? Powiedzieliście sobie 'tak'? Nigdy ci nie wybaczę, że mnie przy tym nie było...-
zaczęłam ją oskarżać.
- Już się tak nie bulwersuj. Jeszcze będziesz miała okazję być na moim ślubie, bo rozstałam się z Damonem.
- Ciężko za tobą nadążyć -
westchnęłam do słuchawki
- A tak na marginesie też jestem w Paryżu.
- Też na podróży poślubnej? - Teraz obie śmiałyśmy się pełną parą.
- Miło widzieć cię w tak dobrym humorze, Nathalie -
usłyszałam męski głos po drugiej stronie, a zaraz potem:
- Bells muszę kończyć, pa

Ot, tak bez żadnego pożegnania rozłączyła się. Taka jest moja kochana Nath, nieprzewidywalna i sarkastyczna do bólu, a także kochana i opiekuńcza...dla mnie. Szczerze to nie wzruszyło mnie to, że już nie jest z panem "czarny dodaje mi mroczności" lub "wszystkie laski na mnie lecą". Nie lubiłam go, ale znosiłam go dla Nath. 
Ciekawi mnie też po co poleciała do Paryża?...
Jednak nie mogłam się nad tym dłużej zastanawiać, bo dotarłam pod gabinet Ara. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam.
- Proszę- usłyszałam po chwili czekania. Raz kozie śmierć- pomyślałam i weszłam do pomieszczenia. Zamknęłam cicho za sobą drzwi. Pokój był utrzymany w ciemnych kolorach. Pod ścianami stały rzędy regałów z książkami. W rogu pokoju palił się kominek, a w odległym kącie pokoju stało biurko, a za biurkiem siedział, nie kto inny jak Aro.
Kiedy podeszłam blirzej  Arko podniósł na mnie swoje czerwone oczy i uśmiechną się promiennie.
- Isabello- powiedział przeciągając "S"- Co Cię to do mnie sprowadza?- Nabrałam powietrza w płuca, tak jakby miał to być mój ostatni oddech. Odważnie podeszłam do masywnego biurka z ciemnego drewna. Czerwone oczy wuja świdrowały mnie na wylot i przez to nie mogłam się wysłowić- Słucham Bello. Dla Ciebie zawsze mam czas- uśmiechną się, co przeraziło mnie jeszcze bardziej.
Nie peniaj siostra! Wszyscy jesteśmy z tobą...w bezpiecznej odległości od gabinetu, ale grunt, że jesteśmy.
Usłyszałam w głowie głos Chada. Jednak nie ma to jak wsparcie najbliższych...
- Więc Iso?- ponaglił mnie Aro
- Chcemy wrócić do domu!- wyrzuciłam z siebie te 4 słowa z szybkością pistoletu maszynowego. Zamknęłam oczy oczekując najgorszego. Usłyszałam jedynie westchnienie i dźwięk odkładania długopisu. Powoli otworzyłam jedno, a potem drugie oko. Aro patrzył na mnie przenikliwie, normalnie jakby chciał mnie rozebrać spojrzeniem. Nie no Bello, ależ ty masz głupie myśli.
- Cóż, nie ukrywam, że wiedziałem, że to stanie się prędzej czy później- nie śmiałam się odezwać. Bałam się- Wiedz, że mogę Was zmusić do zostania tutaj...- spięłam się jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe-...ale nie zrobię tego- dodał po chwili namysłu. Wstał od biurka i zaczął przechadzać się po gabinecie. Wodziłam za nim wzrokiem czekając na ciąg dalszy jego wypowiedzi- Chcę mieć waszą lojalność i pewność, że wrócicie, kiedy będziemy tego potrzebować..., a będę Was potrzebował już niedługo- ostatnie zdanie wypowiedział jakby do siebie, nie wiedziałam o co może mu chodzić. Z resztą, kto nadąży za 800-letnim wampirem?
- Więc, pozwalasz nam odejść?- zapytałam, mój głos był bardzo cichy, sama nie wiem dlaczego. Moje nerwy powoli zaczęły puszczać i zaczęłam się nawet odrobinę rozluźniać, ale ciągle miałam się na baczności.
   Aro powoli odwrócił się w moją stronę i zmierzył mnie od stóp do głów swoim krwistym spojrzeniem,
- Tak Bello, pozawalam Wam opuścić mój zamek i wrócić do Forks- odetchnęłam z ulgą- Niemniej jednak, pamiętaj, że macie być na każde moje żądanie.
- Tak będziemy o tym pamiętać.
-Więc teraz odejdź i ciesz się wyjazdem razem z rodziną- uśmiechną się i odwrócił z powrotem w stronę kominka. Ja tymczasem szybko wybiegłam z gabinetu w obawie, że odwoła wszystkie swoje słowa. Kiedy byłam w bezpiecznej odległości pozwoliłam sobie na uśmiech.
   W połowie korytarza prowadzącego do głównego holu dopadła mnie Heidi.
- Już mnie opuszczasz?- zapytała z wyrzutem.
- Przepraszam- powiedziałam przytulając ją- Ale ja jeszcze sama nie wiem czego chcę.
- Będzie mi Ciebie cholernie brakować!- powiedziała i mocno mnie przytuliła- Wybacz. Muszę iść po "obiad"- popatrzyła na mnie swoimi dużymi oczami.
- Jane, nie będę Cię zatrzymywać.
- Pamiętaj, żeby się ze mną pożegnać!- zawołała na odchodnym. Posłałam jej uśmiech i ruszyłam w stronę pokoju Olivii i Ksawerego.  Weszłam bez pukania i stanęłam w progu. W całym pokoju walały się ubrania i inne bzdety.  W całym tym szale zdążyłam ujrzeć Olivie i Alice w garderobie z walizkami.
- Co wy robicie?- zapytałam lawirując między ubraniami i jakimiś drobiazgami.  Jak na rozkaz podniosły na mnie wzrok.
- Alice przewidziała, że Aro się zgodzi na nasz wyjazd, więc zaczęliśmy się pakować. Do Dess teraz też nie wchodź, bo zastaniesz to samo co tu, a jeśli chcesz wiedzieć gdzie są chłopki to musisz ich sama poszukać, bo wygoniłyśmy ich zaraz jak Alice miała wizje- wyrzuciła z siebie słowa z szybkością karabinu maszynowego.
- To ja wam nie będę przeszkadzać- powiedziałam i oddaliłam się do swojego pokoju by się spakować.
  Kiedy weszłam do siebie, moim oczom ukazała się libacja alkoholowa w wykonaniu moich braci, a towarzyszyli im bracia Cullenowie. Chłopaki chyba nawet nie zauważyli, że weszłam, bo dalej grali na X-Boxsie i popijali MOJEGO Burbona! O nie takiej rozpusty to nie będzie.  Szybko przeszłam przez pokój i stanęłam na środku, centralnie zasłaniając im telewizor.
- Zjeżdżaj grubasie! Właśnie bijemy rekord!- Warkną Chad i zaczął się wiercić by tylko ujrzeć ekran. Ja tym czasem bezceremonialnie odłączyłam telewizor z prądu i zaczęłam machać wtyczką.
- Zginiesz marnie! - warkną Ksawery i rzucił się na mnie razem z Chadem. Cullenowie przypatrywali się temu z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. Tymczasem ja tarzałam się z chłopakami po całym pokoju. Dałabym im radę w chwili kiedy tylko mnie tknęli, ale nie chciałam by się załamali tym, że dziewczyna ich pokonała.
Tymczasem moi bracia wpadli na genialny pomysł wywieszenia mnie przez balkon. Chwycili mnie, jeden za nogi drugi za ręce i poszli na balkon.
- Nawet tego nie próbujcie!- krzyknęłam
- Mówiłem:  "Zginiesz marnie"- powiedział lekko Ksaw.
- Może by ktoś wywabił mnie z opresji?- zapytałam z kpiną, jakby to nie było oczywiste, że czekam na pomoc któregoś z Klanu Cullen
- Wybacz Bells, ale tak przyjemnie się na to patrzy- zaśmiał się Emmett. Nie no po prostu super, nikt nie ma zamiaru mi pomóc, nawet mój facet, siedzi na kanapie i tylko michę zaciesza, nie no zero wsparcia. Zaczęłam się trochę szarpać, ale wiedziałam, że w tej pozycji nie mam najmniejszych szans.
- Czy moglibyście mnie wreszcie puścić?!- zapytałam już lekko poirytowana.
- Jak myślisz bracie, spełnić prośbę naszej "kochanej" siostrzyczki- zapytał Chad z kaleczonym arystokrackim akcentem.
- Nie zrobicie tego!- zaśmiałam się zakładając ręce na piersi, musiało to komicznie wyglądać, bo Cullenowie, nie mogli się opanować
- Nas nie znasz?- zapytał Ksaw i w tym momencie....puścili mnie! Z piątego piętra! Nie no trzeba mieć nieźle we łbie nasrane, żeby zrobić coś takiego. Po paru sekundach lotu, wpadłam w drzewo. Super, teraz we włosach mam pełno gałązek i listków.
- Jak miło jest na to popatrzeć- zaśmiał się Ksaw.
- Z braćmi Swan się nie zadziera!- dodał Chad, odwrócili się i z powrotem weszli do pokoju. I jak tu wytrzymać pod jednym dachem z takimi oszołomami? Dziwnie, że jeszcze nie zwariowałam.
   Chciałam zeskoczyć z drzewa, ale chyba zaczepiłam o jakąś gałązkę, bo chwilę się z tym szarpałam. Kiedy w końcu udało mi się szarpnąć i uwolnić się, straciłam równowagę i runęłam na ziemię. Szybko się podniosłam i z resztkami godności ruszyłam ku zamkowemu wejściu. Ciuchy miałam potargane, a we włosach pełno liści i małych gałązek. Przy bramie stali dzisiaj Felix i Dimitri. Wiedziałam, że będą mieli ze mnie niezłą polewkę. Kiedy przechodziłam obok nich wiedziałam, że nie obędzie się, bez jakiegoś złośliwego komentarza
- Tylko jedno słowo, a będziecie wyglądać gorzej ode mnie- powiedziałam przechodząc obok nich. Kiedy odeszłam kawałek usłyszałam tylko ich stłumiony chichot.
Pośpiesznie udałam się do swojego pokoju, który jak się okazało był już pusty. Hm...nawet po sobie posprzątali. Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam w stronę garderoby, by doprowadzić się do porządku.

25min późnej

Uff...zajęło mi to trochę czasu, ale udało się! W moich włosach nie ma już żadnych nieproszonych gości.
Jeszcze raz popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Uśmiechnęłam się do siebie.
Po chwili opamiętałam się, z górnych półek ściągnęłam moje walizki i zaczęłam pakować wszystkie swoje ubrania i inne dodatki. W między czasie dokładałam jeszcze książki, płyty i inne takie. Za piątym kursem garderoba-sypialnia zorientowałam się, że nie jestem sama. Na łóżku leżał, z rękami za głową, Edward. Postanowiłam się z nim trochę podroczyć. Popatrzyłam na niego z pogardliwym wyrazem twarzy, a jego uśmieszek od razu spełzł mu z twarzy, szybko podniósł się do pozycji siedzącej, patrząc mi głęboko w oczy.
- Jesteś na mnie zła?- zapytał delikatnie i jakby ze skruchą (?). Hm. Czuje przede mną respekt. Bardzo dobrze. Niech się mnie trochę boi. Z udaną nonszalancją podeszłam do biurka zgarniając z niego laptopa i komórkę.
- Hm, zastanówmy się? Która dziewczyna nie była by zła po tym jak wyrzucono ją przez balkon z piątego piętra i po fatalnym upadku na drzewo i 25 minutowym wyciąganiu z włosów przeróżnych gówienek?- patrzył na mnie dziwnie, chyba powstrzymywał się by mnie nie wyśmiać- Chyba umiesz odpowiedzieć sobie na to pytanie- powiedziałam i weszłam do garderoby, która wyglądała jakby przeszło tam Tsunami. Włożyłam jeszcze kilka rzeczy do walizki, a kiedy się podniosłam, ramiona Edwarda oplotły mnie od tyłu, a nos zanurzył w moich włosach.
- Przepraszam, że nie wybawiłam Cię z opresji- szepnął
- Słabo naśladujesz rycerza, radziłabym nad tym popracować- powiedziałam wtulając się w jego tors. Było miło. I like.
- To co? Wybaczysz mi?- ponowił pytanie.
- Zastanowię się- błyskawicznie odwrócił mnie do siebie i głęboko pocałował- Czy ty próbujesz mnie przekupić?- zapytałam unosząc jedną brew do góry.
- A czy to coś dało?- zapytał z miną niewiniątka.
- No tak trochę.
- To tak: Było to przekupstwo- uśmiechną się i mocno mnie przytulił- Cieszę się, że wracasz ze mną do domu.
- Tak ja też- powiedziałam-Masz ochotę mi pomóc?- zapytałam.
Edward szybko omiótł wzrokiem cały pokój i skrzywił się nieco.
- Wybacz kochanie, ale nie- uśmiechną się i wyplątał się z moich objęć.
- Zapamiętam to sobie- powiedziałam wskazując na niego. Ten tylko uśmiechną się jak głupi do sera i podszedł do drzwi.
- Powodzenia z pakowaniem. Kocham Cię- powiedział i wyszedł, zostawiając mnie z tym całym Chaosem.


4h Później 

Ostatni raz spoglądam na zamek.
W duchu cieszę się, że wracam do prawdziwego domu, ciężko mi było pożegnać się z przyjaciółmi, ale obiecali mi, że będą mnie odwiedzać, więc trzymam ich za słowo.
- Chodź już Bello bo spóźnimy się na samolot- zaświergotała Olivia, przechodząc obok mnie i zaraz wsiadając do samochodu. Rzuciłam ostatnie spojrzenia na zamek, wsiadłam do auta i odjechałam za resztą mojego rodzeństwa, a za mną jechali Cullenowie.

***

Po załatwieniu wszystkich spraw na lotnisku, ustalenia kiedy sprowadzą nasze auta i odprawie, ruszyliśmy w kierunku samolotu.
- Cieszę się, że wracamy- powiedział Edward trzymając mnie za rękę i uśmiechając szeroko.
- Ja też- odparłam i weszłam po schodach do wnętrza. Sprawnie zajęłam miejsce między Olivią, a Dess. Miałam ochotę z nimi trochę pogadać. Edward chyba nie był zadowolony, z tego, że usiadałam z moimi siostrami.
Po chwili stewardessa oznajmiła, że czas przygotować się do startu. Zapięłam pasy i w spokoju czekałam na start.

***

Muszę przyznać, że razem z dziewczynami mam niezły ubaw. Ciągle patrzymy na chłopaków, którzy z marnymi skutkami próbują odgonić do siebie namolne stewardessy. Cudnie się patrzy na ich starania, a oni co chwila na nas zerkają oczekując na naszą rekcję.
Hahaha....Taka beka.
W takiej atmosferze upłynął nam cały lot. Musiałyśmy się opanować gdy stewardessa kazała nam ponownie zapiąć pasy, bo zbliżamy się do lądowania.



***

-  To nie wcale nie było zabawne- powiedział Chad w hali przylotów gdzie czekaliśmy na nasze bagaże (a było ich sporo). Razem z dziewczynami nie mogłyśmy się powstrzymać od śmiechu.
- Wręcz przeciwnie- zaśmiałam się- To było komiczne.
- Żałujcie, że nie widzieliście min tych lasek, kiedy odsyłaliście je z kwitkiem- dodała Destiny.
- Cóż, po prostu wiedzą jaki towar jest dobry- skomentował to Ksawery, ale zaraz dostał po głowie od Olivii
- Ej, a to za co?!
- Za miłość do Ojczyzny i chęć do życia- odparła lekko- Bierz torby kocie- zaśmiała się i ruszyła w stronę parkingu. Ksawery patrzył jeszcze za nią z głupią miną
- Lepiej rób co Ci karze, bo będziesz miał zakaz wstępu do sypiali- zaśmiał się Chad, klepną go w ramię i sam ruszył po torby swoje i Dess. Ksaw niewiele myśląc zrobił to samo, a zaraz po nim ja. Cieszyłam się, że jestem już w Seattle, bo stąd już niecała godzina drogi do Forks.
- Pomogę Ci- zaoferował się Edward nie wiadomo skąd pojawiając się obok mnie.
- Jestem samodzielna. Poradzę sobie- powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia, a Edward za mną.
- Coś chyba mnie unikasz- zagadną- Całą podróż siedziałaś z Olivią i Dess, a na mnie nawet nie spojrzałaś- O czym ona gada? Chyba mu się poprzestawiało pod tą bujną czuprynką
- Zdaje Ci się- odparłam- A po za tym, czy jest coś złego w tym, że lubię spędzać czas z moim rodzeństwem?- zapytałam wychodząc z budynku i kierując się w stronę Jeepa Chada.
- Nie. Nie ma w tym nic złego- odparł z wymuszonym uśmiechem. O co mu chodzi? Przecież to, że z nim jestem nie świadczy o tym, że jestem jego na wyłączność. Bella i Edward zawsze i wszędzie, całując się i migdaląc. O nie! Ja nie z tych.
I tak rozmyślając doszliśmy do samochodu, w którym siedziało już całe poje rodzeństwo. Szybko wrzuciłam walizki na pakę, auta i odwróciłam się. Edward stał za mną obserwując każdy mój ruch. Trochę mnie to krępowało.
- Do zobaczenia- powiedziałam szybko, dałam mu całusa w policzek i zniknęłam w ciepłym wnętrzu samochodu. Usadowiłam się między siostrami, wsadziłam słuchawki w uszy i tak ruszyliśmy do domu. 


***


Po około godzinnej jeździe zajechaliśmy pod dom, a tam czekała na nas niespodzianka w postaci...Rodziców!
Szybko wybiegliśmy z samochodu i rzuciliśmy się na nich. Oni z uśmiechem przygarnęli nas do siebie.
- Co wy tu robicie?- zapytał Ksaw, kiedy się od siebie odsunęliśmy.
- Postanowiliśmy nieco skrócić naszą podróż i wrócić do domu wcześniej- oznajmiła pogodnie Serena.
- Nie mogliście nas uprzedzić?- zapytała z wyrzutem Olivia.
- Co to by była z niespodzianka gdybyście wiedzieli- zaśmiał się James i poczochrał włosy Olivii
- Tylko nie to pisnęła- wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- No to co ferajna!- krzykną James- Witajcie w domu!
- Grupowy misiek- krzykną Chad i znów się przytuliliśmy. Takie momenty właśnie kochałam. Może się to wydawać jakieś przesłodzone, ale mam to gdzieś!
Kocham moją zwariowaną, pokręconą i szaloną rodzinkę! 
Bo rodzina jest najważniejsza!

---------------------------------------------------------------------

Przepraszam za tak długą nieobecność.
Nie będę się wam tłumaczyć, bo moje tłumaczenia są zawsze takie same.
Teraz pozostaje mi przeprosić i zapytać czy rozdział się podoba :)

Komentujcie. Jest to dla mnie ogromnie ważne :)

Pozdrowionka ;) Ruda Weasley :*